Piotr Pluciński
Hollywood dość ślamazarnie zabiera się do zapowiadanej detoksykacji wizerunku wampira. Po sukcesach „Zmierzchu” i „Czystej krwi” kolejni filmowcy publicznie utyskiwali na niedobór prawdziwych krwiopijców w dziecinniejącej popkulturze, ale sami nam ich nie dali. Remake „Postrachu nocy” to bodajże pierwsza (przynajmniej z tych zakrojonych na szeroką skalę) tego typu próba od czasu sygnowanego nazwiskiem Stephena Kinga komiksu „Amerykański wampir”. Czy udana?
Cóż, wampiry wciąż mają zęby – dobrze to wiedzieć. Główny antagonista filmu, bladolicy Jerry (cóż to za imię?! – zastanawiają się bohaterowie), ma wprawdzie pocieszną fizjonomię Colina Farrella, ale już zębiska ostre jak brzytwa. Jeśli ktoś raz wejdzie mu w drogę, popamięta na zawsze.