Plejada gwiazd musicalu "Dziewięć" w talk show Larry'ego Kinga
czwartek, 17 grudnia 2009 13:48 | CNN
źródło: cnn.com
Larry King, niezwykle popularny amerykański dziennikarz, bardzo rzadko zaprasza do swojego talk show więcej niż jedną osobę. Niezwykły wyjątek zrobił dla całej obsady musicalu "Dziewięć", który wkrótce wchodzi do kin. Co aktorzy zdradzili dziennikarzowi?
Program "Larry King Show" to talk show, który można porównać do polskiego "Kuby Wojewódzkiego". Dla wielu gwiazd to wielki zaszczyt, kiedy otrzymują zaproszenie od Kinga.
Poniżej możecie zobaczyć wywiad z gwiazdami "Dziewięć"! Posłuchajcie jak m.in. Judi Dench mówi, że jej wnuk kocha się w Fergie!
Premiera musicalu już 28 stycznia 2010 roku. "Dziewięć" to film, który na długi czas przed premierą budzi wielkie emocje - nie tylko dzięki imponującej obsadzie, ale także dzięki zrealizowanych z rozmachem scenom tanecznym.
Dziewięć" to ekranizacja bijącego rekordy popularności musicalu broadway'owskiego o tym samym tytule. Musical miał swoją premierę 9 maja 1982 roku i doczekał się 729 spektakli. Został nagrodzony 5 nagrodami Tony.
Główny bohater musicalu, Guido Contini (Daniel Day Lewis), sławny włoski reżyser zbliża się do 40-tki i przeżywa podwójny kryzys: musi nakręcić film, do którego nie potrafi napisać scenariusza, a jego żona (aktorka Luisa del Forno) prawdopodobnie chce go opuścić, jeśli nie poświęci więcej czasu rodzinie.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Amerykański sen w klasycznym, imigranckim wydaniu. Masa bohaterów, szans i dramatów, szczypta Harrisona Forda i porcja banału. Miało być zwrócenie uwagi na problemy ludzi szukających szczęścia w USA, nie obyło się jednak bez patosu i wydumanego monologu, który psuje nie najgorsze wrażenie z pierwszej połowy filmu