John Travolta: Kocham otwartą drogę
John Travolta gra w komedii "Gang Dzikich Wieprzy" wraz z innymi gwiazdami, jak William H. Macy, Tim Allen czy Martin Lawrence. W filmie wcielają się w grupę weekendowych wojowników, którzy wyruszają na wielką wyprawę motocyklową przez Amerykę. Nie spodziewają się jednak niebezpieczeństw, które na nich czyhają. Film, który zadebiutował na pierwszym miejscu amerykańskiego box-office, to zabawna, świeża i niezwykle ekscytująca komedia.
Co cię zainteresowało w tym scenariuszu?
Był oryginalny, zabawny. To taki film, który poszedłbym zobaczyć, nawet gdybym w nim nie grał. A to dla mnie jest zawsze dobra wskazówka! W zasadzie nie mogłem uwierzyć, że nikt nie nakręcił tej historii wcześniej. Przecież motocykle są tak popularne! Chłopaki z Dzikich Wieprzy nieźle się bawią, zdecydowali się na jakiś czas oderwać od swoich normalnych egzystencji. Jadą na wyprawę na harleyach, by w końcu odnaleźć siebie. To film o przyjaźni. Wszyscy mamy jakieś problemy i pomagamy sobie wzajemnie.
Co kieruje twoim bohaterem Woodym? Nie zdradza on przyjaciołom, co naprawdę dzieje się w jego życiu.
No cóż, sądzę, że wielu mężczyzn jest właśnie takich, jak Woody. Nawet wobec przyjaciół pragną stwarzać pozory idealnego życia, nie przyznając się, że jest jakiś problem czy zmartwienie. Sądzę, że kobiety są dużo bardziej szczere wobec siebie. Już po pięciu minutach kobieta opowie ci, co ją dręczy. Woody’emu zajmie dwa tygodnie, nim wyzna przyjaciołom, co go trapi.
A co się dzieje w jego życiu?
Sprawia wrażenie odnoszącego sukcesy biznesmena, z najbardziej bajeranckim domem i najpiękniejszą żoną na świecie. Tak naprawdę sprawy nie mają się wcale tak świetnie, a jego życie stało się ostatnio bardzo skomplikowane. Powodem tej podróży motocyklowej jest kilka spraw, które mój bohater ma na sumieniu. Stracił pieniądze i żonę, chce uciec, ale nie zdradza nikomu, że jego życie to katastrofa. Mówi po prostu, że potrzebuje odpoczynku, oderwania się od nudy codziennego życia. Ale prawda jest zupełnie inna…
Czy jest w tej historii coś, co możesz odnieść do siebie?
Jedyne zbliżone doświadczenie to moment, gdy skończyłem pięćdziesiątkę. Powiedziałem sobie: „Ile Gwiazdek jeszcze przede mną? Ile letnich sezonów mi jeszcze zostało? Czy...