I co ja mam z tymi Amerykanami zrobić? Może ich wykastrować, tak jak oni kastrują europejskie dziedzictwo kulturowe? Najnowszego powodu do akcji odwetowej dostarcza film „Wszyscy mają się dobrze” Kirka Jonesa – przeróbka „Stanno tutti bene” Giuseppe’a Tornatore.
Wiadomo – Tornatore to reżyser nierówny, ale akurat ten film należy do najlepszych w jego dorobku. Twórcy „Cinema Paradiso” nieobce są ckliwe tony, lecz jego sentymentalizm w porównaniu z sentymentalizmem amerykański jest znacznie bardziej wytrawny. To tak, jakby po pysznym włoskim winie wypić ulepek albo landrynkową lemoniadę.
W „Stanno tutti bene” (pokazywanym w Polsce, niestety, tylko dawno temu w telewizji) niezapomniany Marcello Mastroianni gra Matteo Scuro - emerytowanego urzędnika z Sycylii, wdowca, który postanawia odwiedzić swoje dzieci mieszkające w kontynentalnej części Włoch. Przekonany, że każde z nich odniosło życiowy sukces, pozna w czasie podróży smutną prawdę. Dzieciom nie wiedzie się najlepiej, w dodatku żadne z nich nie spełniło oczekiwań i rodzicielskich planów bohatera. W ostatniej scenie filmu Matteo uspokaja jednak swoją, leżącą już w grobie, żonę, że „stanno tutti bene” – „wszyscy mają się dobrze”. Lepiej, łatwiej i bezpieczniej żyć w świecie ułudy i hipokryzji, nie dopuszczać do siebie złych wieści, zwłaszcza, gdy jest za późno, by cokolwiek zmienić. Nazwisko bohatera – Scuro – znaczy po włosku „ciemny”. I on sam żyje w „ciemnocie”. Czy jednak warto go było „oświecać”, zwłaszcza gdy prawda nie ma mocy wyzwalającej, a jedynie odsłania mizerny bilans całego życia?
W wersji amerykańskiej Mastroianniego zastąpił Robert de Niro, który od dawna już nie zagrał w filmie na miarę swojego talentu (jak tak dalej pójdzie, to i jego bilans aktorski przechyli się na stronę minusów). Frank Goode przed przejściem na emeryturę kładł warstwę ochronną na kable telefoniczne (twórcy próbują budować z tego faktu metaforę – Goode „robił w komunikacji”, a sam nie potrafi skomunikować się ze swoimi dziećmi). Kilka miesięcy temu owdowiał, mieszka więc teraz sam w domku na przedmieściach i zajmuje się głównie pracą w ogródku. Gdy czwórka jego dzieci odwołuje przyjazd na rodzinne spotkanie, Frank siada w autobus i rusza w drogę.
Podobnie jak we włoskim filmie okazuje się, że pociechy nie żyją tak, jak to przedstawiały rodzicom w rozmowach telefonicznych. Jednej córce nie układa się więc życie osobiste, druga ma nieślubne dziecko, a syn nie jest dyrygentem, tylko szeregowym perkusistą w orkiestrze. Co się dzieje z czwartym dzieckiem, Davidem, nikt nie chce ojcu powiedzieć.
Zobacz także:
SZOKUJĄCE ZAROBKI GWIAZD TVP
ONA URODZI DZIECKO BRATU!
CO SIĘ STAŁO Z JEJ PIERSIAMI?
ANIA MUCHA: OD LOLITKI DO SEKSBOMBY!