wtorek, 26 stycznia 2010 13:00 | Maciej Firmanty / Akpa Polska Press
Monika Richardson źródło: Kapif.pl
Jedna z najbardziej znanych dziennikarek w Polsce, od przeszło 15. lat związana z Telewizyjną Dwójką, z której niedawno została zwolniona. Po kilku miesiącach i paru ewolucjach stylistycznych powróciła jednak z nowym programem "Wstęp Wolny". Piękna dziennikarka, Monika Richardson, staje się coraz bardziej drapieżna, ale pozostaje kulturalna.
Fotoreporterzy walczący o uwiecznienie Cię na zdjęciu. Tak będzie zaczynał się Twój nowy program "Wstęp Wolny". To celowy zabieg?
Poruszając się moim autem po Warszawie czasami widzę w lusterku dziwny krążący za mną samochód. Nie da się nie dostrzec jeżdżących paparazzi. Czasem śledzi mnie ktoś z aparatem, aby później zrobić mi zdjęcie w centrum handlowym, gdy pobieram kwit z pralni. Nie mam im tego za złe, bo to jest ich praca. W końcu jeśli zdjęcie się sprzeda, to wywalczyli swój kawałek chleba.
A jak reagujesz, gdy ich zauważysz? Machasz czy pokazujesz środkowy palec?
Nie zdarzyło mi się reagować agresywnie. Myślę, że każdy z nas ma swoją pracę i jakoś przywykłam do tego, że telewizja "przykleja ludziom gębę". Żadnego z dziennikarzy telewizyjnych czy celebrytów nie powinno to razić. W końcu w naszym kraju fotografowie nie są aż tak nieznośni, żeby nie wyjść po ziemniaki do sklepu. Oczywistym jest też fakt, że jeśli już idziemy na publiczną imprezę, to są tam fotoreporterzy. Udawanie, że nie będziemy się fotografować, bo poszliśmy tam prywatnie jest obłudą!
Świat kultury i showbiznesu znasz od kuchni. Starasz się nie zostać złapana na trzymaniu kieliszka z procentami w dłoni?
Staram się nie popaść w paranoję. Oczywiście nie trzymam wódki z logo producenta w ręku, ale tylko dlatego, że nie pijam wódki (śmiech). Ale rzeczywiście jeszcze nie przyłapano mnie z papierosem. A przecież aż tak bardzo się nie staram. Po prostu żyję w miarę normalnie, wychowując z mężem dwójkę dzieci w naszym domu.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Amerykański sen w klasycznym, imigranckim wydaniu. Masa bohaterów, szans i dramatów, szczypta Harrisona Forda i porcja banału. Miało być zwrócenie uwagi na problemy ludzi szukających szczęścia w USA, nie obyło się jednak bez patosu i wydumanego monologu, który psuje nie najgorsze wrażenie z pierwszej połowy filmu