wtorek, 16 marca 2010 10:47 | Katarzyna Szymanek/ AKPA
Anna Guzik źródło: AKPA
Anna Guzik to aktorka, która z powodzeniem realizuje się na każdej płaszczyźnie zawodowej. Oprócz serialu "Na Wspólnej", gdzie gra już od lat, można ją zobaczyć w barwnych wcieleniach na deskach teatralnych, a już niebawem także na wielkim ekranie w ciekawie zapowiadającym się filmie "Ewa" w reżyserii Adama Sikory i Ingmara Villqista.
Obraz porusza trudny temat bezrobocia na Śląsku i radzenia sobie z nim za wszelką cenę. Główna bohaterka bowiem, po utracie pracy przez męża, trafia do agencji towarzyskiej.
W Teatrze Komedia w sztuce "Wydmuszka" razem z Joanną Liszowską grają panie niezwykle skrajne postaci. Pani bohaterka Halina żyje w toksycznym związku z nadopiekuńczą mamusią, a jej cały świat to biblioteka. Roxana natomiast jest uzależniona od pieniędzy męża i uwielbia drogie ciuszki. Krótko mówiąc to typowa przedstawicielka konsumpcyjnego trybu życia. Zna pani takie osoby?
Na potrzeby sztuki postaci te zostały oczywiście mocno przerysowane, ale faktycznie spotkałam kilka takich osób jak Halina. Przysłowiowych szarych myszek, które za wszelką cenę starają się nie wyróżniać z tłumu, ubierają w szarobure kolory i raczej przemykają przez życie niż z niego korzystają. Znam też takie osoby jak Roxana, dla których dobra materialne są najważniejsze. Sztuka, w której gramy jest jednak o tym, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje być na początku i że warto czasem spojrzeć głębiej.
Jak pani czuje się w stylizacji na szarą myszkę?
Jest to mój kostium teatralny, a ponieważ lubię postać, którą gram, czuję się w nim bardzo dobrze. Również dlatego, że jest po prostu wygodny (śmiech). Moja prywatna garderoba różni się od garderoby Halinki, ale mamy jedna cechę wspólną- nie lubimy się na co dzień rzucać w oczy.
Halina ma 35 lat i nadal mieszka z mamą. Ile pani miała lat, kiedy wyprowadziła się z domu i uniezależniła od rodziców?
Wyprowadziłam się z domu mając osiemnaście lat. Oczywiście wtedy jeszcze nie było mowy o samodzielności, ponieważ nie pracowałam, a tym samym nie miałam własnych pieniędzy. Do ukończenia studiów utrzymywała mnie mama, ale od 22 roku życia żyję już na własny rachunek.
Jakie relacje ma pani z mamą? Często do siebie telefonujecie?
Z pewnością nie kilkanaście razy dziennie, jak moja bohaterka z "Wydmuszki", ale mamy ze sobą świetny kontakt. Czasami dzwonimy do siebie codziennie, a czasami robimy sobie kilkudniowe przerwy. To zależy od sytuacji i tego, czy jest coś ciekawego do omówienia (śmiech).
Niebawem na ekrany kin wejdzie nowy film "Ewa" w reżyserii Adama Sikory i Ingmara Villqista. Zagra pani w nim niezwykle barwną rolę...
Film opowiada historię pewnej śląskiej rodziny. Główną bohaterką jest żona, która, gdy mąż traci pracę w kopalni, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, lub raczej nie ma innego wyboru... Niestety trafia w szpony granej przeze mnie bohaterki - Moniki, właścicielki agencji towarzyskiej, która powoli, ale skutecznie wciąga Gizę w ten nieczysty światek.
Czarny charakter?
Z pewnością to niezbyt pozytywna postać, ale jestem aktorką, która lubi wyzwania. Poza tym największą przyjemnością jest zagranie roli kompletnie różnej od nas samych.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Amerykański sen w klasycznym, imigranckim wydaniu. Masa bohaterów, szans i dramatów, szczypta Harrisona Forda i porcja banału. Miało być zwrócenie uwagi na problemy ludzi szukających szczęścia w USA, nie obyło się jednak bez patosu i wydumanego monologu, który psuje nie najgorsze wrażenie z pierwszej połowy filmu