search
felietonisci
Marcin Wrona

Marcin Wrona

Reżyser, scenarzysta i wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, twórca stojący za sukcesem filmów "Moja krew" oraz "Chrzest" i serialu "Ratownicy", filmowiec okrzyknięty Najlepszym Reżyserem 2010 roku.

zobacz..

Bożena Janicka

Bożena Janicka

Najkrócej? Spróbuję. Miesięcznik KINO (także Polskie Radio, TOK FM, TV). Dwie książki, wspólnie z Krystyną Jandą ("Tylko się nie pchaj", "Gwiazdy mają czerwone pazury"). Hobby: uczę zawodu praktykantów - i uczę się od nich. Co w kinie lubię najbardziej? Wielki śmiech, wielkie serio. A co najmniej? Nijakość.

zobacz..

Bartosz Żurawiecki

Bartosz Żurawiecki

Dziennikarz, krytyk, pisarz, domator-nihilista. Autor czterech książek, laureat dwóch nagród, współpracownik kilku pism. Kiedyś uwielbiał film „Fanny i Aleksander” Ingmara Bergmana i Kabaret Starszych Panów, ale dzisiaj nie jest już niczego pewien.

zobacz..

Magdalena Lankosz

Magdalena Lankosz

Mieszka w Los Angeles, skąd pisze m.in. dla „Wysokich Obcasów”, „Filmu” i „Przekroju” oraz prowadzi cykl „Pytanie w Hollywood” w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2.

zobacz..

premiery
dziub
Proste pragnienia

Proste pragnienia

Waszym zdaniem: 7

premiery
Premiery
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin

bez limitów Michał Burszta: Robin bez mitu

Autor felietonu: Michał Burszta | 14 maja 2010, 10:29

Russell Crowe jako Robin Hood</div>; UIP Tak, nie jestem oryginalny. Czekałem na nowy film Ridleya Scotta, byłem ciekawy jego wersji przygód Robin Hooda i jak zawsze dostałem trochę więcej niż się spodziewałem. I niekoniecznie jest to komplement. Scott odarł banitę z Sherwood z mitu, „przykroił na miarę czasu”. Jestem pełen podziwu i jednocześnie jest mi bardzo smutno.

Dlaczego? Bo nie jestem pewien, czy chcę poznawać prawdziwą historię kryjącą się za legendą. Ten eksperyment przeprowadził niedawno (warto dodać, że ze znacznie mniejszym od Scotta powodzeniem) Antoine Fuqua w swoim „Królu Arturze”, gdzie dokonał demistyfikacji legend okrągłego stołu. Co zostało? Niewiele poza patosem i ładną batalistyką. Zresztą to właśnie Fuqua miał być pierwszym reżyserem „Robin Hooda”. Scott jest zdolniejszy, ale idzie tą samą drogą. Drobiazgowo odtwarza realia historyczne XII – wiecznej Anglii, zmienia akcenty, przyciemnia tonację.

Nowy Robin nie jest uroczym banitą, a zmęczonym i doświadczonym żołnierzem powracającym do domu po latach Wojen Krzyżowych. Scott, podobnie jak we wcześniejszym „Gladiatorze”, przedstawia bohatera jako faceta, który wracając po spokój, nie z własnej winy zostaje wplątany w niechcianą sytuację. Tym razem jest to polityka, a Robin staje się tu kimś w rodzaju ludowego trybuna, czy raczej działacza praw człowieka. W dziedzinie świadomości praw obywatelskich jest postacią na wskroś współczesną, co stanowi zresztą dziwny dysonans biorąc pod uwagę pieczołowitość w odtworzeniu realiów średniowiecza.

Zobacz także: Powrót faceta w rajtuzach

Tak, film Scotta budzi szacunek, mimo męczącego momentami patosu, świetnie się ogląda. Dlaczego więc jest mi smutno? Dlatego, że postać Robin Hooda jest dla mnie przede wszystkim jednym z mitów popkultury. Z całym przynależnym jej zestawem cech, pozwalających na emocjonalną identyfikację, czego w filmie Scotta nie uświadczysz. Tak, rozumiem reżyserskie założenie, szanuję je, ale go nie przyjmuję. Robin miał różne twarze, jedne śmieszyły, inne wzruszały, ale na pewno nie pozostawały obojętnymi.

Zobacz także:

LEGENDARNA KUSICIELKA. O KIM MOWA?

PIERWSZE PIERSI POLSKI

WSTYDLIWE WPADKI GWIAZD

CICHOPEK ZATRUDNIŁA SOBOWTÓRA?!

OCENA

Twoja ocena:
Ocena 0/5  
Średnia ocena: Ocena 4/5 4 / 5

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [0]
~Brat Tuck [2010-06-02 19:35]

I Tak i Nie.
Panie Michale, Pana teksty zawsze dają do myślenia. Niestety trudno mi się zgodzić w całości z Pana opinią, a chciałbym, bo Pana teksty bardzo lubię. Dla mnie założenia tego filmu były jasne od początku, sam Pan poniekąd przyznaje, że odrzuca je Pan z powodów osobistych sympatii z mitem, nie zaś zarzutów co do jakości dzieła, jako produktu pewnego rzemiosła. O wiele wiekszym problemem jak dla mnie - i z pewnością bardziej istotnym dla czytelników, którzy filmu jeszcze nie widzieli, albo chcieliby wyrobić sobie jakąś opinię - jest fakt, że jako produkt rzemiosła właśnie ten film jest po prostu słabszy od legendarnego Gladiatora. Aktorstwo niezłe, ale, jak mi się wydaje, ograniczone reżyserią. Muzyka niczym tracki pisane przez komputer do zwiastunów kinowych, rozchodzący się miejscami scenariusz. Co zaś do prywatnego odczytania, to jak dla mnie z filmu nie wynika, że bohater chce 'całkowitej zmiany systemu', ani w wersji Scotta ani żadnej innej (fakt, że na pewno widziałem ich mniej niż Pan). Dlatego właśnie u Scotta działa w ramach systemu, żeby jego przejście do życia banity nie wyglądało na głupi nastoletni bunt. Kilka z postawionych przez Pana problemów wydaje mi się w ogóle wspólnych dla wszystkich filmów typu "<wstaw imię> begins".

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~gość [2010-05-16 20:28]

...zapewne sequel zrobi (wyreżyseruje?) James Cameron w 3D..i być może Robinowi towarzyszyć będą zielone na pyskach elfy, albo coś w tym gatunku ;-))

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~P. [2010-05-16 11:07]

KOSZMAR
Beznadziejny film, jedyny plus, że wyświetlany pod dachem, bo na zewnątrz padało. Errol Flynn jak najbardziej tak, Michael Pread super, Kevin Costner dobry, nawet Patrick Bergin ujdzie. Ale Russel Crowe totalna porażka, jak można znowu grać Maximusa z Gladiatora ? Fabuła i scenariusz dziurawe jak szwajcarski ser, dialogi dno, akcja wieje nudą, przewidywalne, rażące błędy historyczne, wszystko podlane amerykańskim patosem. Co się stało z klimatem średniowiecza ? Gdzie język łaciński ? Piramidalne bzdury ala szarża Lady Marion na koniec filmu.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~antykrytyk [2010-05-15 11:32]

Samozwańczy negator zwany krytykiem
Krytyk to nie zawód to charakter:) Polecam zbadać psychikę. To tez jest moja opinia na temat opinii:)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~tomek [2010-05-15 10:53]

tez sie zgadzam co do robina z sherwood
nie czuć efekciarstwa i bajeczek, a raczek ponure średniowiecze. poza tym to anglik grał wtedy robin hooda :] na drugim miejscu robin hood z 38 z errolem flynnem.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
gardan6 [2010-05-15 08:47]

jestem za:)
ROBIN Z SHERWOOD to serial mego dzieciństwa nawet teraz ogladam go online super

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ASHLAR ŚWIĘTY [2010-05-15 01:38]

ROBIN Z SHERWOOD JEST NAJLEPSZY!!!
Robin z Sherwood to NAJLEPSZY Robin Hood wszechczasów! Tego serialu nie pobije nikt choćby reżyser wydał setki milionów dolarów na nakręcenie olbrzymich scen batalistycznych czy nie wiadomo jakich efektów specjalnych! Lub co gorsza jakby ktos zrobił Robina w 3D! Po raz kolejny autorzy tej prezentacji popisali sie swoją niewiedzą zapominając o tym kultowym filmie. A więc na miano najlepszego odtwórcy Robina zasługuje tylko i wyłącznie MICHAEL PRAED! Drugie miejsce daję Jasonowi Connery. Natomiast z powyższej listy Robinów w kolejności głosuję na : 1. Errol Flynn - wesoły lekkoduch żądny przygód, przynajmniej w tym filmie banda Robina liczy "stu czterdziestu kamratów lub i więcej" jak w książce Howarda Pyle'a 2. Patrick Bergin - awanturnik, romantyk, pieknie film zrobiony 3. Sean Connery - Robin po 20 latach, miło sie ogląda 4. Kevin Costner - przedstawiać nie muszę, każdy widział 5. Richard Todd - kiedyś dawno oglądałem,wiem że mi się podobał ale niezbyt dobrze pamiętam 6. Cary Elwes - Faceci w rajtuzach, udana parodia 7. Russel Crowe - jak dla mnie mocno przesadzony, aktor gra tak samo jak w Gladiatorze 8. Matthew Poretta - porażka totalna, chłam do kwadratu, chyba że ktos lubił oglądać Xenę lub Herculesa z Kevinem Sorbo. P.S. Jak ktos lubi dobry kabaret to poszukajcie sobie takze parodii Robin Hooda z wytwórni AYOY z Grzegorzem Halamą...

odpowiedz