Reżyser, scenarzysta i wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, twórca stojący za sukcesem filmów "Moja krew" oraz "Chrzest" i serialu "Ratownicy", filmowiec okrzyknięty Najlepszym Reżyserem 2010 roku.
Najkrócej? Spróbuję. Miesięcznik KINO (także Polskie Radio, TOK FM, TV). Dwie książki, wspólnie z Krystyną Jandą ("Tylko się nie pchaj", "Gwiazdy mają czerwone pazury"). Hobby: uczę zawodu praktykantów - i uczę się od nich. Co w kinie lubię najbardziej? Wielki śmiech, wielkie serio. A co najmniej? Nijakość.
Dziennikarz, krytyk, pisarz, domator-nihilista. Autor czterech książek, laureat dwóch nagród, współpracownik kilku pism. Kiedyś uwielbiał film „Fanny i Aleksander” Ingmara Bergmana i Kabaret Starszych Panów, ale dzisiaj nie jest już niczego pewien.
Mieszka w Los Angeles, skąd pisze m.in. dla „Wysokich Obcasów”, „Filmu” i „Przekroju” oraz prowadzi cykl „Pytanie w Hollywood” w „Pytaniu na śniadanie” w TVP2.
Michał Burszta: Robin bez mitu
Autor felietonu: Michał Burszta | 14 maja 2010, 10:29
Tak, nie jestem oryginalny. Czekałem na nowy film Ridleya Scotta, byłem ciekawy jego wersji przygód Robin Hooda i jak zawsze dostałem trochę więcej niż się spodziewałem. I niekoniecznie jest to komplement. Scott odarł banitę z Sherwood z mitu, „przykroił na miarę czasu”. Jestem pełen podziwu i jednocześnie jest mi bardzo smutno.
LEGENDARNA KUSICIELKA. O KIM MOWA?
PIERWSZE PIERSI POLSKI
WSTYDLIWE WPADKI GWIAZD
CICHOPEK ZATRUDNIŁA SOBOWTÓRA?!
4 / 5 I Tak i Nie.
Panie Michale, Pana teksty zawsze dają do myślenia. Niestety trudno mi się zgodzić w całości z Pana opinią, a chciałbym, bo Pana teksty bardzo lubię.
Dla mnie założenia tego filmu były jasne od początku, sam Pan poniekąd przyznaje, że odrzuca je Pan z powodów osobistych sympatii z mitem, nie zaś zarzutów co do jakości dzieła, jako produktu pewnego rzemiosła.
O wiele wiekszym problemem jak dla mnie - i z pewnością bardziej istotnym dla czytelników, którzy filmu jeszcze nie widzieli, albo chcieliby wyrobić sobie jakąś opinię - jest fakt, że jako produkt rzemiosła właśnie ten film jest po prostu słabszy od legendarnego Gladiatora. Aktorstwo niezłe, ale, jak mi się wydaje, ograniczone reżyserią. Muzyka niczym tracki pisane przez komputer do zwiastunów kinowych, rozchodzący się miejscami scenariusz.
Co zaś do prywatnego odczytania, to jak dla mnie z filmu nie wynika, że bohater chce 'całkowitej zmiany systemu', ani w wersji Scotta ani żadnej innej (fakt, że na pewno widziałem ich mniej niż Pan). Dlatego właśnie u Scotta działa w ramach systemu, żeby jego przejście do życia banity nie wyglądało na głupi nastoletni bunt.
Kilka z postawionych przez Pana problemów wydaje mi się w ogóle wspólnych dla wszystkich filmów typu "<wstaw imię> begins".
...zapewne sequel zrobi (wyreżyseruje?) James Cameron w 3D..i być może Robinowi towarzyszyć będą zielone na pyskach elfy, albo coś w tym gatunku ;-))
KOSZMAR
Beznadziejny film, jedyny plus, że wyświetlany pod dachem, bo na zewnątrz padało. Errol Flynn jak najbardziej tak, Michael Pread super, Kevin Costner dobry, nawet Patrick Bergin ujdzie. Ale Russel Crowe totalna porażka, jak można znowu grać Maximusa z Gladiatora ? Fabuła i scenariusz dziurawe jak szwajcarski ser, dialogi dno, akcja wieje nudą, przewidywalne, rażące błędy historyczne, wszystko podlane amerykańskim patosem. Co się stało z klimatem średniowiecza ? Gdzie język łaciński ? Piramidalne bzdury ala szarża Lady Marion na koniec filmu.
Samozwańczy negator zwany krytykiem
Krytyk to nie zawód to charakter:)
Polecam zbadać psychikę. To tez jest moja opinia na temat opinii:)
tez sie zgadzam co do robina z sherwood
nie czuć efekciarstwa i bajeczek, a raczek ponure średniowiecze. poza tym to anglik grał wtedy robin hooda :]
na drugim miejscu robin hood z 38 z errolem flynnem.
jestem za:)
ROBIN Z SHERWOOD to serial mego dzieciństwa nawet teraz ogladam go online super
ROBIN Z SHERWOOD JEST NAJLEPSZY!!!
Robin z Sherwood to NAJLEPSZY Robin Hood wszechczasów! Tego serialu nie pobije nikt choćby reżyser wydał setki milionów dolarów na nakręcenie olbrzymich scen batalistycznych czy nie wiadomo jakich efektów specjalnych! Lub co gorsza jakby ktos zrobił Robina w 3D! Po raz kolejny autorzy tej prezentacji popisali sie swoją niewiedzą zapominając o tym kultowym filmie. A więc na miano najlepszego odtwórcy Robina zasługuje tylko i wyłącznie MICHAEL PRAED! Drugie miejsce daję Jasonowi Connery. Natomiast z powyższej listy Robinów w kolejności głosuję na :
1. Errol Flynn - wesoły lekkoduch żądny przygód, przynajmniej w tym filmie banda Robina liczy "stu czterdziestu kamratów lub i więcej" jak w książce Howarda Pyle'a
2. Patrick Bergin - awanturnik, romantyk, pieknie film zrobiony
3. Sean Connery - Robin po 20 latach, miło sie ogląda
4. Kevin Costner - przedstawiać nie muszę, każdy widział
5. Richard Todd - kiedyś dawno oglądałem,wiem że mi się podobał ale niezbyt dobrze pamiętam
6. Cary Elwes - Faceci w rajtuzach, udana parodia
7. Russel Crowe - jak dla mnie mocno przesadzony, aktor gra tak samo jak w Gladiatorze
8. Matthew Poretta - porażka totalna, chłam do kwadratu, chyba że ktos lubił oglądać Xenę lub Herculesa z Kevinem Sorbo.
P.S. Jak ktos lubi dobry kabaret to poszukajcie sobie takze parodii Robin Hooda z wytwórni AYOY z Grzegorzem Halamą...


