Przemysław Saleta
źródło: AKPA
Przemysław Saleta, mistrz boksu i kick-boxingu, pożegnał się co prawda z karierą zawodową nie zrezygnował jednak z aktywności fizycznej. Już od dwóch lat wielką miłością pięściarza są motocykle, na których z wielką pasją ściga się na torach wyścigowych. Aktualnie przygotowuje się do Motocyklowych Mistrzostw Polski. A potem wyrusza na wyprawę motocyklową na Wschód, przez Litwę, Łotwę, Estonię. Eks-bokser podkreśla, że brak nerki, którą oddał córce Nicole, nie przeszkadza mu w prowadzeniu sportowego trybu życia. Między innymi o tym jest film „Bokser”, w którym pierwowzorem głównego bohatera jest Przemysław Saleta.
- Adrenalina podobno uzależnia. Jak Pan, mistrz boksu i kick-boxingu, podnosi sobie jej poziom po zakończeniu zawodowej kariery?
Odpowiedni poziom adrenaliny zapewniają mi w tej chwili motocykle. Ostatnio przebranżowiłem się ze sportów walki na wyścigi motocyklowe. Dwa lata temu zacząłem ścigać się motocyklami na torze. Namówił mnie do tego mój przyjaciel, Adam Badziak, który w wyścigach bierze udział od lat. Robimy to trochę w ramach misji społecznej. Chcemy pokazać, że jeśli ktoś chce szybko jeździć motocyklem, może to robić na torze a nie na ulicy. Oczywiście, zawsze będzie to sport wysokiego ryzyka. Jednak w porównaniu z tym, co może się nam zdarzyć na ulicy, ryzyko jest zminimalizowane. Przede mną pierwsza w tym sezonie runda Mistrzostw Polski.
- Na jakich motorach się ścigacie?
Ja ścigam się w klasie Rookie 1000. Są to najmocniejsze motocykle – tysiąc centymetrów pojemności. W tym roku ścigam się Hondą Fireblade CBR 1000.
- Często Pan trenuje?
Tyle, ile mogę. Niestety, w Polsce jest tylko jeden tor wyścigowy w Poznaniu. W związku z tym, jeśli jest siedem rund Mistrzostw Polski, to cztery rozgrywane są w Poznaniu, a trzy zagranicą – jedna na Słowacji, dwie w Czechach. Z treningami nie jest więc łatwo. Od czasu do czasu na torze w Poznaniu lub gdzieś zagranicą odbywają się tzw. „Speed Day”. Wtedy można sobie trochę pojeździć.
- Wyścigi to dla Pana rzeczywiście tylko zabawa i adrenalina, czy jednak coś więcej?
Przede wszystkim zabawa. Zresztą w polskich warunkach trudno mówić o zawodowstwie. Kupno motocykla i przygotowanie go do wyścigu to minimum 100 tysięcy złotych! Tymczasem nagroda za pierwsze miejsce wynosi zaledwie siedemset złotych (śmiech). Nie można na tym ani zarobić, ani się z tego utrzymać.
- Można jeździć amatorsko, dla przyjemności...
Wyścigi to niesamowita frajda. A motocykliści to specyficzni ludzie. Na przykład taki Janusz Oskaldowicz, 13-krotny Mistrz Polski. Ma 54 lata i cały czas jeździ. Pamiętam jak dwa lata temu, w piątek, wywrócił się na motorze i mocno uderzył głową w asfalt. Wiadomo, w tym fachu przewrotki są bardzo częste. Zawieźli go do szpitala. Jak tylko odzyskał przytomność, zaraz chciał się wypisać na własną prośbę, żeby zdążyć na wyścig.
- I wypisali go?
Lekarz kategorycznie odmówił. „Przecież jestem zdrowy” - Janusz na to. „To proszę powiedzieć jak się Pan nazywa” - zapytał lekarz. Janusz nie potrafił na to pytanie odpowiedzieć. Wypisali go jednak na własne życzenie. A on pożyczył zaraz motocykl od kolegi, żeby ćwiczyć i ...znowu się przewrócił. Zwieźli go do innego szpitala, z którego też się wypisał. W niedzielę był tak poobijany i spuchnięty, że nie mógł włożyć kombinezonu. Leżał, a czterech kolegów wciskało go w kombinezon. „Chory” przypadek, ale ludzie go kochają.
- Pan chyba aż tak nie ryzykuje...
Skąd! W czerwcu ruszam na trzecią wyprawę motocyklową, tym razem na Wschód, przez Litwę, Łotwę, Estonię. Jadę z dwójką przyjaciół. Męska przygoda! Przy okazji realizowany będzie program telewizyjny, którego tematem są sporty walki. W zeszłym roku byliśmy w Australii, gdzie motywem przewodnim była adrenalina w ogóle. Miałem okazję nurkować z rekinami, zaliczyć skok ze spadochronem.
- A co ekstremalnego będzie Pan robił na Litwie, Łotwie i w Estonii?
Jak już wspomniałem, będziemy zajmować się sportami walki, a także gwiazdami tych sportów, pochodzącymi z krajów byłego ZSRR, które osiągnęły sukces na arenie międzynarodowej. Spotkamy się m.in. z Witalijem i Władimirem Kliczko, Aleksiejem Ignaszowem, mistrzem K1.