search
powiązane
tape
fotka

Krzysztof Kieślowski

Ocena talentu:
Ocena 43/5 4.83 / 5

Ocena wyglądu:
Ocena 42/5 4.5 / 5


premiery

70. rocznica urodzin Krzysztofa Kieślowskiego

poniedziałek, 27 czerwca 2011 11:39 | PAP

źródło: AFP
W poniedziałek przypada 70. rocznica urodzin jednego z najwybitniejszych twórców w historii polskiego kina, Krzysztofa Kieślowskiego, reżysera "Trzech kolorów", "Dekalogu", "Podwójnego życia Weroniki".

Kieślowski, laureat nagród w Cannes, Wenecji, Berlinie i San Sebastian, mówił: "Staram się zachęcić do rozmowy o tym, co ważne. Nie chcę rozmawiać o byle czym, bo szkoda czasu i pieniędzy. Szkoda po prostu życia".

"Reżyser duszy" - tak autora "Dekalogu" nazywa jego biograf, Stanisław Zawiśliński. "Dzisiaj, choć nieobecny, jest wciąż obecny - łączy ludzi o podobnej wrażliwości, pomaga w odkrywaniu siebie i poszukiwaniu sensu życia" - napisał o Kieślowskim Zawiśliński ("Kieślowski. Ważne, żeby iść...", Wydawnictwo Skorpion, 2005).

Przywołał słowa, które na pogrzebie Kieślowskiego wypowiedział ks. prof. Józef Tischner: "Gdy jedni artyści pokazywali dramat polskiej nadziei, gdy inni strzegli pamięci o polskich cierpieniach, jeszcze inni niepokoili się o władzę i o chleb, on szedł dalej i pokazywał pęknięcie w głębi człowieka".

Zawiśliński podkreśla, że po latach Kieślowski wciąż odkrywany jest na nowo. "Otacza go legenda, nimb tajemniczości. Coraz większe zainteresowanie wzbudza też niezwykły przebieg jego kariery, działalność pozafilmowa, życie prywatne" - pisze biograf, przypominając, że książkę poświęconą artyście ("Kieślowski - między teorią a postteorią") wydał m.in. znany słoweński filozof, krytyk kultury Slavoj Żiżek.

Kieślowski urodził się 27 czerwca 1941 r. w Warszawie. Początkowo uczył się w szkole pożarnictwa we Wrocławiu, potem wybrał Liceum Technik Teatralnych w Warszawie. W stolicy otrzymał posadę garderobianego w Teatrze Współczesnym - był tam garderobianym Tadeusza Łomnickiego, Edwarda Dziewońskiego, Aleksandra Bardiniego i Zbigniewa Zapasiewicza.

Na studia reżyserskie w łódzkiej filmówce dostał się dopiero za trzecim razem, w 1964 r. Jego walkę o indeks opisał Zawiśliński. "W czerwcu 1963 roku po raz drugi zdawał do szkoły filmowej i po raz drugi dotarł do końcowej fazy egzaminów. Indeksu nie otrzymał. Wrócił z Łodzi do Warszawy i przy ruchomych schodach trasy W-Z spotkał się z matką. Nie musiał nic mówić. Spojrzała na niego i rozpłakała się. "Wtedy obiecałem sobie, że to już się nie powtórzy" - opowiadał po latach.

Porażki na egzaminach nie załamały go. Nie zdeprymowały go również złe oceny, które otrzymywał na kursach przygotowawczych dla kandydatów do szkoły filmowej. Dwukrotnie uczestniczył w takich kursach. Od pedagogów odbierał sygnały, że nie nadaje się na filmowca. Wyniki sprawdzianów, które tam przeprowadzano, miał złe: niedostateczne oceny z kompozycji zdjęć lub ledwie dostateczne z innych przedmiotów. "»Dostanę się, ponieważ oni mnie nie chcą« - mówił. Motorem jego poczynań były ambicja i zawziętość" - czytamy w biografii. W lipcu 1964 r. Kieślowski zdobył indeks.

Sam tak wspominał pierwsze tygodnie w filmówce: "Stałem z boku. Widziałem ludzi swobodnych, wiedzących, jakimi chodzić ścieżkami, znających profesorów. Nie twierdzę, że mieli chody, byli po prostu grupą na luzie. Ja byłem sam".

Reżyser Piotr Studziński opowiadał później o szkolnych latach: "Nie postrzegałem wtedy Krzysztofa jako samotnika czy outsidera, ale też nie należał on do ludzi, z którymi można się spoufalić. Często chodził z pochyloną głową; był skupiony w sobie".

Siłę osobowości Kieślowskiego dostrzegł od razu inny kolega, reżyser Andrzej Titkow. "Krzysztof był zauważalny od początku. Był wyrazisty, już jakoś ukształtowany; czuło się, że wie, czego chce" - wspominał Titkow. Filmowiec opowiadał też o dniu, w którym Kieślowski zobaczył swoje nazwisko na liście przyjętych do szkoły - przyszły autor "Trzech kolorów" podrzucił wtedy swoje okulary do góry, a gdy spadły na ziemię, rozdeptał je na drobne kawałki. "Byłem przy tym; zrobił to z taką pasją, tak zdecydowanie, że pomyślałem: co za charakter!" - wyznał Titkow.

Ze wspomnień o reżyserze dowiedzieć się można, że Kieślowski od najmłodszych lat lubił przedsięwzięcia ryzykowne: "z upodobaniem łaził po dachach, skakał z nich, wspinał się na wysokie drzewa, wzbudzając u obserwatorów lęk, że z nich nie zejdzie"; jako rowerzysta "ścigał się po drogach i górskich ścieżkach, wyczyniał akrobacje".

Ocena
Twoja ocena:  
Ocena 0/5  
Brak średniej oceny.
A teraz ...
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj


Opinie

Ocena: 0 [0]
~krakowiak [2011-10-27 15:14]

Wielki reżyser ... wspaniały człowiek ... umiał słuchać ludzi...

odpowiedz