Wydawałoby się, że mając na podorędziu olbrzymi, kilkusetmilionowy budżet, reżyser Michael Bay nie będzie musiał uciekać się do tanich sztuczek, takich jak zapożyczanie fragmentów innych filmów i wmontowywanie ich w "Transformers 3". Jednak jeden z uważnych widzów wyłapał, że dwie sceny z jego nowego filmu są żywcem wyjęte z "Wyspy", którą Bay również wyreżyserował.
W "Transformers 3" jesteśmy świadkami spektakularnej sceny dziejącej się na autostradzie. Kilkadziesiąt samochodów jest nań widowiskowo niszczonych za sprawą robotów dających upust swojej złości. Sprawne oko zauważy jednak, że niektóre fragmenty wydają się dziwnie znajome. W prezentowanym poniżej materiale sami możecie sprawdzić, że filmowy recycling uprawiany jest również w produkcjach z niemal nieograniczonym budżetem.
Michael Bay już po raz drugi dopuszcza się filmowego oszustwa. Kilka lat temu okazało się bowiem, że w pierwszej części "Transformers" reżyser wmontował kadry, które wcześniej znaleźć mogliśmy w jego opowieści o ataku Japonii na "Pearl Harbor". Tym razem jednak reżyser poszedł o krok dalej. Zobaczcie sami.
O filmie:
Przeszłość kryje tajemnicę, a wydarzenia sprzed lat mają wpływ na to, co się dzieje teraz. Być może wrak statku kosmicznego znaleziony na Księżycu sprawi, że Ziemia stanie na krawędzi wojny. Wojny tak wielkiej, że siła Transformersów będzie zbyt mała, by nas ocalić.
Autoboty kontra Decepticony, dobro przeciw złu. I wcale nie jest powiedziane, że dobro zwycięży.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!