czwartek, 01 września 2011 11:51 | Wirtualna Polska
źródło: Forum Film
|
|
Byłam na tym filmie w kinie i jeśli jesteście fanami filmów z "wampirami" to polecam. Efekty super a film? Film zajebisty! Colin Farrell pasuje do tej roli ponieważ jest przystojny i jest tajemniczy... Wole ten film w 1oo% niż ten denny "Zmierzch" - no co w nim się takiego dzieje? Z niby "horroru" robi się telenowela..;/ Dla dzieci które się boją przemocy to go polecam ;D Farrel lepszy od Pattinsona! Nawet na żywo!
Darowaliby sobie już te wampiry, a przynajmniej przystopowali. Bo jeśli ja, fanka takich filmów i książek, zaczynam się już nudzić, to znaczy, że jest ich za dużo. Ale są też tego plusy. Gdyby nie to, że zaczęłam szukać książek nieco innych, niż opowieści o wampirach, nie trafiłabym na Strażników Veridianu. Sięgnęłam po "Straż", bo opis wydał się dość ciekawy. Ale po przeczytaniu, mogę jednoznacznie powiedzieć, że 'dość ciekawy' to nie jest trafne określenie. Bo książka jest po prostu fantastyczna! :)
Film jest zarąbisty jedyne co można zarzucić to grę głównego pozytywnego bohatera i irytującą muzę, ale Colin Farrell jako wampir ekstra - nie żaden homo-nie-wiadomo jak te produkowane ostatnio dla nastolatek.
Na ten film czekałem od momentu,kiedy się dowiedziałem,że są dopiero plany nakręcenia remake kultowego już "Postrachu Nocy"z Chrisem Sarandonem w roli Jerry'ego Dandridge. Jednak już informacja,że pałeczkę przejmie Colin Farrel,pojawiły się obawy. I niestety stało się. Postać Jerry'ego Dandridge jest bez wyrazu. Niby stara się jak może,jednak daleko mu do Sarandona. Prysł czar grozy,tajemniczości,zaskoczenia. Bo niby prosta historia i wydaje się,że trudno ją zepsuć,jednak nowa wersja,pomimo ciekawych efektów specjalnych,jest po prostu nudna. Coś się niby dzieje,ale miałem wrażenie,że robią to na siłę. Gra Farrela jest tu tak drewniana,że aż szkoda o tym pisać. Po prostu,przechadza się po ekranie i gryzie,kogo popadnie,bez emocji,jakby liczył...1...2...3 i gryz! Absolutnie nie pasuje do tej roli. Całość jakoś ratuje Toni Collette i muzyka Ramin Djawadi. Anton Yelchin w roli Charliego Brewstera?No comment! Nawet finalna transformacja Jerry'ego Dandridge pozostawia dużo do życzenia.Miał byc strach i zaskoczenie,a w pamięci pozostaje jedynie niedosyt.Zresztą cały temat potraktowany został zbyt poważnie,żadnej tu autoironii,która niekiedy ratuje film. Jednakże największym ciosem dla mnie jest scena w dyskotece. W pierwowzorze mamy wpadający w ucho klimatyczny utwór"Give it up" i razem tworzył to najbardziej pamiętliwy moment filmu. W wersji z 2011,ani nie ma utworu,ani klimatu i od razu chcemy to zapomnieć. A szkoda,bo gdyby ta jedyna scena była choć trochę dopracowana,a nie po prostu na surowo odegrana,myślę,że można byłoby przełknąć nową wersją lubionego przez wielu"Fright Night"z 1985 roku. I szczerze?Nie polecam. Ale sami musicie podjąć ryzyko pójścia na to do kina.
Na ten film czekałem od momentu,kiedy się dowiedziałem,że są dopiero plany nakręcenia remake kultowego już "Postrachu Nocy"z Chrisem Sarandonem w roli Jerry'ego Dandridge. Jednak już informacja,że pałeczkę przejmie Colin Farrel,pojawiły się obawy. I niestety stało się. Postać Jerry'ego Dandridge jest bez wyrazu. Niby stara się jak może,jednak daleko mu do Sarandona. Prysł czar grozy,tajemniczości,zaskoczenia. Bo niby prosta historia i wydaje się,że trudno ją zepsuć,jednak nowa wersja,pomimo ciekawych efektów specjalnych,jest po prostu nudna. Coś się niby dzieje,ale miałem wrażenie,że robią to na siłę. Gra Farrela jest tu tak drewniana,że aż szkoda o tym pisać. Po prostu,przechadza się po ekranie i gryzie,kogo popadnie,bez emocji,jakby liczył...1...2...3 i gryz! Absolutnie nie pasuje do tej roli. Całość jakoś ratuje Toni Collette i muzyka Ramin Djawadi. Anton Yelchin w roli Charliego Brewstera?No comment! Nawet finalna transformacja Jerry'ego Dandridge pozostawia dużo do życzenia.Miał byc strach i zaskoczenie,a w pamięci pozostaje jedynie niedosyt.Zresztą cały temat potraktowany został zbyt poważnie,żadnej tu autoironii,która niekiedy ratuje film. Jednakże największym ciosem dla mnie jest scena w dyskotece. W pierwowzorze mamy wpadający w ucho klimatyczny utwór"Give it up" i razem tworzył to najbardziej pamiętliwy moment filmu. W wersji z 2011,ani nie ma utworu,ani klimatu i od razu chcemy to zapomnieć. A szkoda,bo gdyby ta jedyna scena była choć trochę dopracowana,a nie po prostu na surowo odegrana,myślę,że można byłoby przełknąć nową wersją lubionego przez wielu"Fright Night"z 1985 roku. I szczerze?Nie polecam. Ale sami musicie podjąć ryzyko pójścia na to do kina.

