[wideo] ''Mokry sen z ulicy Wiązów'' - potwór napastuje we śnie
środa, 14 września 2011 12:53 | mf
źródło: Materiały promocyjne
Moda na kręcenie porno-parodii znanych filmów chyba nigdy nie przeminie. Już wkrótce światło dzienne ujrzy kolejna produkcja, tym razem żerująca na sukcesie "Koszmaru z ulicy Wiązów" Wesa Cravena. Jej zwiastun, pozbawiony oczywiście najpikantniejszych scen, prezentujemy również w naszym serwisie.
Zazwyczaj nie prezentujemy tego typu materiałów na stronie, ale tym razem po prostu nie mogliśmy się powstrzymać - produkcja wygląda tak komicznie, że gdyby nie informacja o gatunku, w który celuje, widz mógłby pomyśleć, że ma do czynienia z kolejną głupią komedią.
Reżyserem "dzieła" zajął się Lee Roy Myers (znany z parodii "Ludzkiej stonogi"), a w rolach głównych amatorzy takich produkcji zobaczyć będą mogli Charlie Chase, Sophie Dee, Giselle Leon oraz Anthony'ego Rosano w roli Freddy'ego Kruegera (z nieco inną rękawicą niż ta, do której przyzwyczaił nas w wersji oryginalnej).
W tym miejscu każdego newsa normalnie zamieszczamy krótkie streszczenie fabuły, ale chyba wszyscy świetnie zdają sobie sprawę, o co tak naprawdę będzie chodziło w tej produkcji. "Mokry sen z Elm Street" pojawi się w dystrybucji 29 września bieżącego roku.
ja też tak potrafię
jeśli facet z kasą się mi narazi
w fazie rem wchodzę w podświadomość jego baby i doprowadzam ją do orgazmu takiego, jakiego nie jest portfelowy pajac jej zagwarantować co skutkuje tym że nie chce z nim współżyć ot taka moja zabawa w figle
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!