[wideo] Jerzy Kryszak jak łebski głowonóg w komedii ''Mniam!''
wtorek, 11 października 2011 10:35 | wp
źródło: Kino Świat
Jerzy Kryszak, specjalista od najbardziej zwariowanych bohaterów w dziejach animacji, znów w akcji! W polskiej wersji językowej filmu „Mniam!” głosem znanego satyryka przemówił szalony naukowiec – dr Mackenstein.
Dokor Mackenstein to żywy dowód na to, że prawdziwi geniusze ukrywają się również w morskiej toni. Ten najbardziej łebski z głowonogów, to prawdziwy wizjoner oceanu. Jego największym marzeniem jest opuścić rodzinną głębię, której mieszkańcy mają za nic przełomowe wynalazki doktora. Aby osiągnąć ten cel, Mackenstein tworzy rybokopa – imponującą, zmechanizowana konstrukcję rodem z „Gwiezdnych Wojen”. Zanim jednak zdąży nacieszyć się swoją zmotoryzowaną przepustką na powierzchnię, za sterami transformera usiądzie szalony rekin-głodomór (Piotr Fronczewski), który od dawna ostrzył sobie zębiska na przysmaki z nadmorskich kurników. Tam gdzie kończą się sny naukowca, zaczyna się eksplozja humoru i prawdziwa, pierzasta kurokalipsa!
„Mniam!” to dla Jerzego Kryszaka drugi przypadek z rzędu, kiedy wciela się ośmiornicowatego jegomościa . Poprzednio słynny komik wymachiwał mackami w animacji „Delfin Plum”, jako zwariowany kalmar Macuś. O ile tamtą postać można było posądzać o podmorską odmianę ADHD, Mackenstein to bardziej zrównoważony bohater, z którym Kryszak, jako krajowy ekspert od bajkowych głowonogów, szybko znalazł wspólny język.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!