Hity na weekend w TV: ''Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki''
piątek, 21 października 2011 16:03 | WP
źródło: Imperial CinePix
Widzowie musieli czekać na ten film aż dziewiętnaście długich lat. Właśnie tyle musiało upłynąć od premiery „Ostatniej krucjaty”, żeby fani przygód dzielnego archeologa mogli ponownie zobaczyć go na ekranie. Mowa oczywiście o filmie „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Jeśli jeszcze nie widzieliście czwartej części przygód dzielnego awanturnika, to nic straconego. Film zostanie wyemitowany w ten weekend, 22 października o 20:20 na kanale TVP1!
Czy warto było tyle czekać? Zdaniem
Elżbiety Ciapary jak najbardziej. Czwarta część zaczyna się zgodnie z receptą Hitchcocka – od eksplozji bomby atomowej. Dosłownie. Nasz dzielny archeolog przez przypadek znajdzie się na poligonie w Nevadzie tuż przed próbnym wybuchem. W przypadku każdego innego bohatera taki zwrot akcji oznaczałby definitywny koniec przygód. Indiana Jones jest niezniszczalny. Zresztą wybuch atomowy będzie jego najmniejszym problemem...
Taki początek filmu pozwolił Stevenowi Spielbergowi za jednym zamachem zbudować potrzebne napięcie i wprowadzić widza w inny niż dotychczas świat Indiany Jonesa. Trzy poprzednie filmy rozgrywały się w drugiej połowie lat 30. „Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki” to 1957 rok, a więc epoka zimnej wojny, rock’n’rolla i buntowników bez powodu.
Dlatego też czarnymi charakterami są teraz Rosjanie, w czołówce filmu rozbrzmiewa przebój Elvisa Presleya, a jeden z nowych bohaterów, grany przez Shię LaBeoufa, wygląda i zachowuje się jak krzyżówka młodego Marlona Brando i Jamesa Deana.
Czwarta część została zbudowana według tych samych reguł co wcześniejsze. Indiana Jones znowu co kilkanaście minut ładuje się w śmiertelne tarapaty, z których jednak zawsze wychodzi obronną ręką. Znowu szuka legendarnego artefaktu – tym razem magicznej starożytnej czaszki, która może doprowadzić go do legendarnego Eldorado.
Harrison Ford
jako Indiana wciąż jest znakomity. Sam film przypomina przejażdżkę na rollercasterze. Przygoda goni przygodę. Napięcie, humor i świetni aktorzy drugiego planu.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!