''Kaznodzieja z karabinem'': Gerard Butler jak Syn Anarchii
wtorek, 22 listopada 2011 14:14 | wp
źródło: Forum Film
Gerard Butler w swoim najnowszym filmie „Kaznodzieja z karabinem” wciela się w postać Sama Childersa, przestępcy, który nawraca się i próbuje odkupić swoje winy.
Na początku widzimy go jako bezwzględnego członka gangu motocyklowego. W porównaniu z Childersem bohaterowie hitowego serialu „Synowie Anarchii” to aniołki, które za chwilę wyśpiewywać będą chórem wesołe piosenki.
Film oparto na faktach. Pierwowzór bohatera filmu naprawdę siał niegdyś postrach na ulicach jednego z najniebezpieczniejszych amerykańskich miast, Detroit. W tamtym czasie Childers był bezwzględnym bandytą i wrogiem publicznym numer jeden. Wreszcie osiągnął dno, udręczony silnym uzależnieniem od narkotyków. Childers wydobył się z nałogu dzięki żonie i zaczął nowe życie jako prywatny przedsiębiorca i nawrócony grzesznik.
Za namową pastora wyjechał do Sudanu, gdzie zaangażował się w budowę sierocińców dla dzieci siłą wcielanych do gangsterskich oddziałów zbrojnych. Dla Childersa przemoc stała się jedynym skutecznym sposobem walki o odmianę losu afrykańskich sierot.
Z Childersem kilkakrotnie spotkali się reżyser Marc Forster, scenarzysta Jason Keller i Gerard Butler. Jego silna osobowość wywarła na nich wielkie wrażenie. – Sam uwielbia sprawdzać ludzi, bo chce wiedzieć, z kim ma do czynienia. Mnie na przykład podał broń, po czym, gdy zacząłem się nią bawić, uprzedził, że jest nabita. Jasonowi uścisnął dłoń tak silnie, że mało mu jej nie urwał – wspominał Butler.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!