Pierwsza część „Paranormal Acitivity” okazała się najbardziej dochodowym filmem w historii, a trzecia odsłona cyklu debiutując w amerykańskim box office przyniosła dochód opiewający na sumę 54 mln dolarów. Z równie ciepłym przyjęciem publiczności i krytyki spotkał się także norweski „Łowca trolli”, niedawno mający premierę w naszych kinach. Jaka jest tajemnica sukcesu tych produkcji? Krytycy upatrują powodzenia filmów w „nowatorskiej” paradokumentalnej stylizacji, zwracając uwagę na inspiracje przełomowym „Blair Witch Project”, określanym - niesłusznie zresztą - matką mockumentów. Jednak za powodzeniem tych obrazów nie stoi wcale horror z 1999 roku. Wszystkie wspomniane filmy najprawdopodobniej nigdy by nie powstały, gdyby nie pewien szalony włoski reżyser, który w dążeniu do osiągnięcia realizmu wyzbył się wszelkich zahamowań.
Przeciętnemu zjadaczowi filmowego chleba włoskie kino kojarzy się przede wszystkim z neorealizmem,
Federico Fellinim oraz, a może przede wszystkim, twórczością
Sergia Leone. Jednak spaghetti western to nie jedyny gatunkowy fenomen spłodzony w Italii. Choć trudno to wytłumaczyć, to obok opowieści z Dzikiego Zachodu oraz filmów spod znaku „miecza i sandała” Włosi najbardziej upodobali sobie horror, a w szczególności jego ekstremalną odmianę. To właśnie we Włoszech powstały najsłynniejsze filmy
gore i to właśnie tam na przełomie lat 70. i 80. wykrystalizowała się zadziwiająca odmiana kina eksploatacji, będąca nawet teraz ewenementem w skali światowej kinematografii -
cannibal movies.
Spaghetti alla cannibala
Twórcy tych obrazów, w ramach schematu fabularnego zaczerpniętego z obrazów przygodowych, wysyłali swoich bohaterów w najodleglejsze zakątki globu – najczęściej w głąb Azji albo lasy Ameryki Południowej - a zderzenie cywilizacji z kulturą dzikich bezwstydnie wykorzystywali do epatowania perwersyjnymi scenami śmierci, tortur i brutalnej erotyki. W tej warstwie wątpliwe artystycznie osiągnięcia m.in.
Umberto Lenziego czy
Jesusa Franco - nie różniły się od popularnych kilka lat wcześniej szokujących dokumentów, zwanych potocznie
mondo (od
„Mondo Cane” z 1962 r.).

„Cannibal Holocaust” nie był ani prekursorskim filmem nurtu, ani pierwszą tego typu produkcją w reżyserskiej karierze
Ruggero Deodato. Były asystent
Roberto Rosselliniego i twórca telewizyjnych reklamówek Fiata, który w 1977 roku nakręcił słynne
„Ultimo mondo cannibale”, powrócił do kontrowersyjnej tematyki trzy lata później.