search
powiązane
tape
fotka

Tom Cruise

Ocena talentu:
Ocena 33/5 3.9 / 5

Ocena wyglądu:
Ocena 41/5 4.19 / 5


premiery

Anna Tatarska: Wzloty i upadki Toma Cruise'a

piątek, 30 grudnia 2011 08:30 | Anna Tatarska

źródło: Materiały promocyjne
Jest rok 1986. 16 maja na amerykańskie ekrany wchodzi “Top Gun”, a kilka dni później w całych Stanach Zjednoczonych nie ma już dziewczyny, która na myśl o Nim nie miałaby miękkich kolan. Widok jego miękko powiewających na wietrze bujnych włosów powala, błysk w zielonych oczach rozkłada na łopatki. Za ten uśmiech dałyby się pokroić... Tom Cruise bierze je – i box office – szturmem. Tak rodzi się światowa gwiazda...

Po „Top Gun” natychmiast pojawiają się kolejne tytuły, które umacniają jego pozycję seks-symbolu; „Kolor pieniędzy” „Koktajl”. Cruise mocno pracuje nad przekonaniem opinii publicznej, że jest nie tylko „niezłym ciachem” ale też dobrym aktorem. Wzrost renomy przynosi obsypany deszczem nagród „Rain Man”, przejmującą rolę weterana z Wietnamu Rona Kovica w „Urodzonym czwartego lipca” Amerykańska Akademia wyróżnia nominacją. Lata dziewięćdziesiąte to dla Cruise'a pasmo nieustających sukcesów, zarówno kasowych („Szybki jak błyskawica”, „Firma”, „Mission Impossible”) ale też artystycznych. Niezapomniane kreacje – redefiniującego pojęcie „sexy” nihilistycznego Lestata w „Wywiadzie z wampirem”, sfrustrowanego agenta sportowego w filmie „Jerry Maguire”, występ u boku Nicole Kidman w ostatnim filmie Stanleya Kubricka, kontrowersyjnym „Oczy szeroko zamknięte”... Wreszcie najbardziej niezwykły, chyba najlepszy epizod Cruise'a w jego aktorskiej karierze: poruszająca, nieco autobiograficzna rola gwiazdora telewizyjnego we wspaniałej „Magnolii” (1999) Paula Thomasa Andersona. Doskonałej passy aktora nic, zdawałoby się, nie mogło przerwać.

22 sierpień 2006. Gwiazdorski kontrakt Cruise'a ze studiem Paramount, dla którego przez 14 lat zarobił blisko 2.5 miliarda dolarów nie zostaje odnowiony.

Rozstanie Cruisa ze studiem przebiegało w sposób daleki od tradycyjnego. W Los Angeles, gdy aktor rozwiązuje kontrakt lub tenże zostaje urwany przez decydentów, proces rozgrywa się zwykle w atmosferze lukru i pomady. Na pierwszych stronach gazet i na czerwonym dywanie nawet najwięksi wrogowie całują się wylewnie i przyjacielsko klepią po plecach, obdarzając fotografów i kamerzystów najszerszym z dostępnych uśmiechów. Nie tym razem: pożegnanie z Viacomem, konglomeratem medialnym i właścicielem Paramountu, było ostre, a pranie brudów przebiegało na widoku. Agentka Cruise'a określiła decyzję studia jako „niekulturalną, szokującą i obraźliwą”; Szef Viacomu, Sumner Redstone publicznie nazwał Cruise'a “żenującym” i zakwestionował jego zdrowy rozsądek. Aktor miał też narażać Paramount na straty... Jednak jeden ze oficjeli zdradził „Washington Post” w zaufaniu: „Było nas na niego stać”. O co więc poszło, jeśli nie o pieniądze?

Zachowanie Cruise'a od dłuższego czasu budziło kontrowersje: wyznania miłości do Katie Holmes okraszone szaleńczymi podskokami na kanapie w talk show “Oprah”; publiczna nagonka na aktorkę Brooke Shields za przyznanie się do używania antydepresantów po urodzeniu dziecka. Wreszcie krytyka znanego w USA dziennikarza Matta Lauera, któremu, po ostrej wymianie zdań na temat praktyk i leków psychiatrycznych Cruise na wizji zarzucił, że “ma gładką gadkę”. Nawet satyryczny serial animowany „South Park” stał się celem ataku aktora - wojującego scjentologa. Za decyzją o zakończeniu kontraktu gwiazdora stała przede wszystkim jego spadająca wiarygodność spowodowana przez – ocierający się o parodię – religijny fanatyzm.

Ocena
Twoja ocena:  
Ocena 0/5  
Średnia ocena: Ocena 4.5/5 4.5 / 5
A teraz ...
Wyślij znajomym Wyślij znajomym
Drukuj Drukuj


Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!