search
felietonisci
Marcin Wrona

Marcin Wrona

Reżyser, scenarzysta i wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, twórca stojący za sukcesem filmów "Moja krew" oraz "Chrzest" i serialu "Ratownicy", filmowiec okrzyknięty Najlepszym Reżyserem 2010 roku.

zobacz..

Bożena Janicka

Bożena Janicka

Najkrócej? Spróbuję. Miesięcznik KINO (także Polskie Radio, TOK FM, TV). Dwie książki, wspólnie z Krystyną Jandą ("Tylko się nie pchaj", "Gwiazdy mają czerwone pazury"). Hobby: uczę zawodu praktykantów - i uczę się od nich. Co w kinie lubię najbardziej? Wielki śmiech, wielkie serio. A co najmniej? Nijakość.

zobacz..

Bartosz Żurawiecki

Bartosz Żurawiecki

Dziennikarz, krytyk, pisarz, domator-nihilista. Autor czterech książek, laureat dwóch nagród, współpracownik kilku pism. Kiedyś uwielbiał film „Fanny i Aleksander” Ingmara Bergmana i Kabaret Starszych Panów, ale dzisiaj nie jest już niczego pewien.

zobacz..

premiery
dziub
Proste pragnienia

Proste pragnienia

Waszym zdaniem: 7

premiery
Premiery
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin

bez limitów Magdalena Lankosz: Geniusz Davida Finchera

Autor felietonu: Magdalena Lankosz | 12 stycznia 2012, 14:22

; UIP David Fincher, moim zdaniem, już w pełni zasługuje na miano jednego z najwybitniejszych współczesnych reżyserów. Co więcej, myślę, że przejdzie do historii kina jako twórcą na miarę Stanleya Kubricka.

Obejrzałam właśnie „Dziewczynę z tatuażem” i czuję się świetnie. Bynajmniej nie dlatego, że jestem perwersyjną dewiantką, której radość sprawia oglądanie przemocy, gwałtów i wszelkiego zła. Czuję się świetnie, bo jeden z moich ulubionych reżyserów udowodnił, że umie zrobić jeszcze lepszy film niż bardzo dobra książka. I w ogóle udowodnił, że umie wszystko.

Wróćmy na chwilę do trzech powieści z cyklu „Millenium”. Największą zaletą prozy ich autora, Stiega Larssona, jest nie sam kunszt literacki. Przeciwnie, tu można było wiele rzeczy zrobić lepiej i styl pozostawia sporo do życzenia. Jej siła tkwi przede wszystkim w przekazie. Larsson, radykalny lewak, bezwzględnie i bardzo przekonująco przeprowadził krytykę socjaldemokratycznego ustroju Szwecji jako pozornego raju dla jej mieszkańców. Pokazał, że pod fasadą poprawności i równości kryją się paskudne nadużycia władzy i zniewolenie przez system. Zdemaskował szwedzką pozorną swobodę obyczajową, która, choć uchodzi za wzorcową w Europie, w jego prozie objawia się jako przykrywka perwersji, kazirodztwa i zbrodni.

Sukces trylogii „Millenium” polegał właśnie na tym, że Larsson miał odwagę zedrzeć wszystkie maski z wizerunku swojego kraju, przyjrzeć się skrywanym pod nią gnijącym wrzodom. Taką odwagę i bystrość oglądu ma też David Fincher – przenikliwie i zawsze z doskonałym wyczuciem chwili zdziera Ameryce kolejną maskę. Myślę, że nikt lepiej nie uchwycił ostatniej dekady niż on – wprowadzając nas w nowe millenium „Fight Clubem” i zamykając pierwsze dziesięć lat XXI wieku „Social Network”. Dwa razy udało się Fincherowi rzucić Ameryce wyzwanie, pokazać ją samotną, perwersyjną, przejmująco smutną, taką jakiej sama siebie nigdy nie będzie chciała oglądać. O ile w „Fight Clubie” jest to ewidentne, o tyle w „Social Network” zrobione z większą finezją, ale myślę, że zestawienie tych dwóch filmów jest uprawnione. Oto więc znalazł sobie Fincher partnera – pisarza, który myślał podobnie jak on, z którym łączy go podobna sama dynamika, ta sama odwaga i ta sama chęć dosypania szczypty dziegciu do beczki miodu.

Adaptację nawet największego bestsellera da się sknocić. Przykładów nie trzeba szukać daleko – wystarczy popatrzeć na pierwszą, szwedzką ekranizację „Millenium”. Oglądając ją ma się wrażenie, że scenarzyści z rozmysłem dołożyli wszelkich starań by uwypuklić wszystkie wady książki. Po seansie filmu Finchera jestem przekonana, że „Dziewczyna z tatuażem” powinna być pokazywana na kursach pisarskich podczas zajęć na temat adaptacji. Wszystko tu jest bezbłędne – zachowany klimat, duża wierność podstawie literackiej, skreślenia we właściwych momentach, odpowiednie postaci i watki usunięte. Potem świetnie dobrani aktorzy (szwedzka para grająca Blomkvista i Salander była bardzo nietrafiona). Majstersztyk pod każdym względem.

To nie ostatnie słowo Davida Finchera – każdy jego kolejny film jest świetny, każdy udowadnia, że jest świetnym reżyserem i bardzo rozmyślnie wybiera swoje projekty – ale mam wrażenie, że najlepsze jeszcze przed nami. Kiedy miałam okazje poznać Davida Finchera kilka lat temu powiedział mi, że zamierza pracować jako reżyser najwyżej do 60. „Nie potrafię sobie wyobrazić siebie jako reżysera, nie dlatego, że bym tego nie chciał, ale dlatego, że mam świadomość jaka to ciężka praca. Robienie filmu wysysa z człowieka energię, bezsensowne czynności pochłaniają większość czasu. To jak przebieranie muszych gówien z ziarnek pieprzu. Dla mnie to nie jest wielka frajda” – mówił mi. W tym roku Fincher kończy 50 lat. Zdąży na pewno zrobić kolejne arcydzieło dekady.

OCENA

Twoja ocena:
Ocena 0/5  
Średnia ocena: Ocena 2.5/5 2.5 / 5

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [0]
~czytelniczka [2012-01-14 00:26]

a ja właśnie wróciłam z filmu i mam mieszane uczucia. uważam, że aktorzy są dobrani bardzo dobrze i oddają postaci takie jak są w książce. ale uważam, że jeżeli reżyser mają być amerykańskie wersje kolejnych dwóch części to w "Dziewczynie z tatuażem" zdradzono zbyt wiele szczegółów. Ale najbardziej podobało mi się intro :)

odpowiedz

Ocena: +1 [3]
~knee41 [2012-01-14 00:14]

pani Magdo pani chyba nie ten szwedzki film obejrzala zalosna recenzja a porownanie Finchera z Kubrickiem absolutnie nietrafne . po prostu Fincher nie dorasta mu do piet.

odpowiedz

Ocena: +4 [4]
~bebiak [2012-01-13 23:55]

Wszędzie powtarzam i powtarzać będę, że bojkotuję amerykańską wersję "Millennium! Bojkotuję z uwagi na celowo kiepściutką reklamę i jeszcze gorszą promocję szwedzkiej wersji w USA: przeciętny obywatel w ogóle nie wie, że szwedzka wersja istnieje i jest przekonany, że jedyna to rodzima, niepowtarzalna i jak zwykle najdoskonalsza. Skoro dla kina europejskiego rynek amerykański jest w zasadzie zamknięty - ja kinematografii amerykańskiej, i tak w większości szmirowatej, mówię NIE!

odpowiedz

Ocena: +3 [3]
~piotrko [2012-01-13 23:53]

Szwedzka adaptacja jest świetna, a filmowa Lisbeth Salander znakomita w tej roli, idealnie dobrana. Jak można pisać takie bzdury??? Mam wrażenie, że podstawowym zarzutem autorki do szwedzkiej wersji jest fakt, że nie jest amerykańska...

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~maq [2012-01-13 23:27]

Szwedzka wersja nie trafiona? bo nie byli piękni? no tak zapomniałam że teraz wszyscy piękni i sexy mają być. Pani wybaczy ale nie podzielam Pani zachwytu.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~p [2012-01-13 22:25]

"I w ogóle udowodnił, że umie wszystko. " Kto to pisał? Jakaś dziewczynka z podstawówki?

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +3 [3]
~Monique [2012-01-13 22:25]

Dla mnie Noomi Rapace w roli Lisbeth Salander była jak najbardziej trafionym wyborem. Rewelacja! A Rooney Mara w ogóle nie pasuje mi do tej roli. Porównując - wypadła blado.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~aneta [2012-01-13 22:10]

czytalam ksiazke, obejrzalam szwedzka wersje i podobala mi sie, amerykanska nie jest gorsza ale mysle ze jak ktos nie czytal ksiazki to moze sie troche zgubic o co chodzi w przeciwienstwie do szweckiego filmu. Obie wersje maja swoje plusy i minusy

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~kinomanka [2012-01-13 21:31]

Widziałam, polecam obie wersje.Nie zgadzam się z opinią na temat głównych aktorów.Świetni w obu filmach.Inny, ciekawy sposób spojrzenia na postacie.

odpowiedz

Ocena: +2 [2]
~mafal [2012-01-13 21:25]

czytałam książkę ,oglądałam szwedzką wersję i tez mi się podobała,jutro ide do kina na wersję amerykańską i jestem jej bardzo ciekawa. Tak jak poprzedniczka uważam,że aktorka grająca w wersji szwedzkiej była świetna zobaczymy jak gra Rooney

odpowiedz

Ocena: +11 [11]
~koko [2012-01-13 12:52]

Mi szwedzka wersja również bardzo się podobała choć wiele było w niej zmian w stosunku do książki. A co do obsady to prawdą jest, że szwedzki Blomkvist był nietrafiony ale co do Salander to uważam, iż była o wiele lepsza niż jej amerykańska wersja, a jej nietypowa uroda w całej tej charakteryzacji sprawiała, że po ciele przechodziły dreszcze dokładnie tak samo jak podczas czytania książki. Pozdrawiam Autorkę.

odpowiedz

Ocena: +7 [9]
~next50 [2012-01-13 00:17]

ciekawa recenzja- na pewno wybiorę się na ten film - a szwedzka adaptacja mnie się podobała - właśnie skończyłem oglądać pierwszą część / po raz kolejny / janusz g

odpowiedz