Oboje, Williams i Branagh, mają oscarowe nominacje – ona za rolę główną, on za drugoplanową. Williams, zdobywczyni Złotego Globu za występ w tym filmie, jest niewątpliwie faworytką w wyścigu po Oscary w swojej kategorii.
Krytycy zgodnie podkreślają, że jej Marilyn jest niezwykle wiarygodna – Williams udało się oddać charyzmę amerykańskiej gwiazdy, która, choć wszystkim znana, pozostaje nadal tajemniczą.
Reżyser filmu Simon Curtis mówił: – Marilyn Monroe to dziś ikona. Wielu ludzi doskonale zna jej wizerunek, ale nie zna filmów, w których występowała. To, co mnie przekonało do tego projektu, to okazja ukazania jej na ekranie w inny, niż to najczęściej bywało, sposób.
Latem 1956 Marilyn Monroe (Williams) jest bez wątpienia najsłynniejszą kobietą na świecie. Ikona seksu i symbol blichtru Hollywood przyjeżdża do Londynu, aby wystąpić w filmie „Książę i aktoreczka”, u boku sir Laurence’a Oliviera (Branagh). Podczas jej pobytu w Anglii gwiazdą zajmuje się młody asystent reżysera Colin Clark (Eddie Redmayne). Spędzi z nią niezwykły tydzień, za który większość ludzi oddałaby całe życie. Nie wszystko, co się w tym czasie wydarzy, zapisze się w historii, ale z pewnością pozostanie w sercach dwójki ludzi.
„Mój tydzień z Marilyn” na ekranach już od dzisiaj, 3 lutego!
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!