Już 10 lutego w polskich kinach zagości doceniony przez widzów i krytyków na całym świecie niemy film "Artysta" Michela Hazanaviciusa.
Dzieło otrzymało do tej pory m.in. trzy Złote Globy oraz aż dziesięć nominacji do Oscara. W rolach głównych występują Jean Dujardin i Bérénice Bejo, prywatnie żona reżysera. Bohaterem obrazu jest George Valentin, gwiazdor kina niemego, który wraz z nadchodzącą erą dźwięku odchodzi w zapomnienie. W międzyczasie karierę rozpoczyna jego ukochana, tancerka Peppy Miller.
- George ciągle gra, jest człowiekiem widowiska - opowiada Dujardin. - Chwilami staje się niejako swoim własnym obrazem, twarzą na plakacie. Ale powolutku jego pewność siebie i zadowolenie topnieją. Zaczyna się staczać. Na szczęście u jego boku pojawia się anioł. Na koniec nie jest już jedynie wizerunkiem, ale tylko i aż człowiekiem.
- Jean jest doskonały zarówno w zbliżeniach, które wymagają wyrazistej mimiki twarzy, jak i w dalekich planach, gdzie widać ekspresję całego ciała - zachwala reżyser Michel Hazanavicius. - A to naprawdę rzadkie połączenie. Bérénice z kolei ma w sobie tak w tym przypadku potrzebną świeżość, pozytywne nastawienie, po prostu emanuje z niej dobro.
Uroczystość wręczenia Oskarów odbywa się z reguły pod koniec lutego lub na początku marca, a nominacje do nagród ogłaszane są pod koniec stycznia. Nagrody przyznaje się za osiągnięcia i produkcje minionego roku kalendarzowego.
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!