Rachel McAdams i Channing Tatum w swym najnowszym filmie, „I że cię nie opuszczę” (na ekranach od 10 lutego), grają parę romantycznych kochanków, choć... już kilka lat po ślubie. Jednak dramatyczne wydarzenia sprawiają, że ich miłość zostaje wystawiona na bardzo ciężką próbę.
Producent Jonathan Glickman („Turysta”) tak tłumaczył podejście twórców filmu do tematu: – To opowieść pełna emocji, chwytająca za serce. Nie chcieliśmy jednak nakręcić po prostu melodramatu, ale raczej film zbliżony klimatem do klasycznych opowieści miłosnych, jak „Love Story” czy „Tacy byliśmy” z Robertem Redfordem i Barbrą Streisand.
Reżyser Michael Sucsy uzupełniał: – Poznajemy parę ludzi, którzy darzą się głębokim uczuciem. Nagle zostają gwałtownie rozdzieleni. I muszą mozolnie odnaleźć drogę do siebie.
Glickman zaznaczał jednak, że mimo iż film opowiada o kobiecie, która traci pamięć, postanowiono nie rezygnować z lekkości. – Nie baliśmy się wprowadzić elementów humoru – mówił.
Obok młodych gwiazd, na ekranie zobaczymy – w roli rodziców głównej bohaterki – uznanych aktorów starszego pokolenia: Jessicę Lange („Frances”, „Tootsie”, „Przylądek Strachu”) i Sama Neilla („Fortepian”, „Martwa cisza”, „Zaklinacz koni”).
O filmie:
On kocha, lubi, a ona… zapomina. Młode małżeństwo bierze udział w zdarzeniu, które na zawsze odmieni ich życie. W jego wyniku śliczna Paige traci pamięć, a mąż staje się dla niej obcym mężczyzną. Leo musi sprawić, by żona po raz drugi zakochała się w nim… bez pamięci. Czeka ich druga pierwsza randka i drugi pierwszy pocałunek, więc nie obędzie się bez śmiechu i wzruszeń. Czy przysięga „i że cię nie opuszczę” odzyska swoją moc?
Oglądając polską telewizję często widzimy w niej amerykańskie akcenty – nie tylko w postaci programów opartych na formatach ze Stanów Zjednoczonych. W rodzimych serialach, bohaterowie często oglądają amerykańskie filmy, czy wspominają tamtejsze gwiazdy show biznesu. Zdarza się jednak i tak, że w telewizji za wielką wodą pojawiają się polskie wątki i bohaterowie polskiego pochodzenia. W zależności od tego, czy mamy do czynienia z serialem dramatycznym, czy sitcomem – nasze narodowe cechy przedstawiane są mniej lub bardziej stereotypowo. Przypomnijmy sobie, która z postaci narobiła największego zamieszania w jankeskim serialu.
Jeśli ktoś po drugiej części „Facetów w czerni” sądził, że ich formuła bezpowrotnie się wyczerpała, a żadna kolejna nie dorówna pierwszemu epizodowi sprzed 15 (!) lat, ten powinien śmiało zaryzykować i wybrać się na trzecią odsłonę zabawy z „K” i „J” w rolach głównych. To bez wątpienia jedna z najlepszych komedii tego roku!