Z Leonardo DiCaprio rozmawia Bogdan Kuncewicz.
Kawa: Wyspa tajemnic jest czwartym filmem Martina Scorsese nakręconym z pana udziałem.
LD: Rzeczywiście. Jeszcze jako dziecko obejrzałem wszystkie filmy Martina Scorsese. Zawsze uważałem, że jest najlepszym reżyserem w historii kina. Marzenie o pracy z nim prześladowało mnie przez lata. Dziś czuję się zaszczycony, wręcz szczęśliwy, że po raz czwarty miałem szansę pracować z moim mistrzem.
Martin Scorsese jest dla pana przewodnikiem?
LD: To reżyser ze wspaniałą intuicją. Pasjonuje go to, co robi. I domaga się od aktora, aby ten coś wniósł od siebie. Jest szalenie otwarty i pomaga aktorowi rozwinąć skrzydła. Dla mnie sukcesem jest to, że moja praca i rola zostaną zapamiętane. Pracując z Martinem mam prawie pewność, że tak właśnie będzie.
Niemniej na planie Infiltracji kontakt Scorsese - DiCaprio wymknął się spod kontroli, bo między was wszedł Jack Nicholson, który swoją silną osobowością narzucał zapewne niejedno?
LD: Jack jest nieprzewidywalny. Nigdy nie wiadomo, jak zareaguje. I to jest wspaniałe. Praca z nim to dodatkowy atut. Grałem w poczuciu swobody, wolności. Dawałem z siebie wszystko, a nie czułem się zmęczony. Tacy ludzie, jak Nicholson czy Scorsese, mnie pobudzają. Zresztą, podziwiam Jacka, bo będąc w takim wieku tylko on może grać tak wspaniałe role i jednocześnie prowadzić szalenie aktywny tryb życia. Pozostaje dla mnie wzorem.
Czy przygotowując się do roli Teddy’ego w Wyspie tajemnic pracował pan według jakiegoś klucza?
LD: Miałem przed oczyma Taksówkarza, kultowy film Martina z Robertem De Niro w roli głównej. Inspirowało mnie to, że mój bohater z biegiem akcji coraz bardziej popada w obłęd. Podobnie wyglądało to w Taksówkarzu.
Rozpatrując pańską współpracę ze Scorsese, krytycy często porównują pana do De Niro, ulubionego aktora Scorsese z początków jego kariery.
LD: Tak, słyszałem to wielokrotnie. Myślę jednak, że nigdy nie zbliżę się do poziomu Roberta De Niro. To wspaniały aktor i raczej z nikim nie można go porównywać. Robert De Niro to Robert De Niro. Uważam też, że Martin i Robert byli najlepszymi partnerami, jacy kiedykolwiek istnieli w kinie. Wcale nie kokietuję.
Oficjalne wydanie internetowe magazynu Kawa
www.ekawa.net
Zobacz także:
BACHLEDA PRZYŁAPANA NA BALANDZE
KAMERA W PRYSZNICU
ŚLICZNOTKA Z BARU MLECZNEGO
POLSKIE SEKSBOMBY BEZ MAKIJAŻU
100
NAJBARDZIEJ KLIKALNYCH TEMATÓW W HISTORII WIRTUALNEJ POLSKI