Małgorzata Socha to w tej chwili jedna z najbardziej zapracowanych polskich aktorek. Gra w trzech filmach fabularnych, serialu i reklamach. A nowe propozycje wciąż napływają...
Wiem, że przez ostatnie miesiące Twój kalendarz był wypełniony po brzegi. Grasz aż w trzech filmach, serialu, udzielasz się w reklamach. Czyli trwa Twoja dobra passa...
Na szczęście obecnie mam przerwę wakacyjną w serialu "Na Wspólnej", inaczej rzeczywiście doba byłaby za krótka. Cieszę się, że role filmowe są tak bardzo różne. W każdej z nich będę mogła co innego pokazać, a to w tej chwili jest dla mnie najważniejsze.
Po brawurowej roli Wiolki z serialu "BrzydUla" miałaś obawy, czy ta
rola Ci nie "zaszkodzi". Jak widać obawy okazały się płonne?
"Każdy ma swojego Szarika" - mawiał Janusz Gajos. Bałam się, że Wiolka może stać się takim moim Szarikiem, czyli rolą, która przylgnie i... będzie uwierać. Ale już widzę, że tak się nie stało. Niedawno w sklepie podeszła do mnie pani i powiedziała: "Bardzo panią lubię i to nie tylko za Wiolkę". I z tego się naprawdę ucieszyłam.
Zakończyłaś już zdjęcia do filmu "Weekend" Cezarego Pazury. Kim jest Twoja bohaterka?
Maja to dziewczyna uwikłana w przestępczy światek Łodzi. Jest zawodowym mordercą, kobietą-killerem. Nokautuje, zabija bez skrupułów. Jednak w gruncie rzeczy Maja walczy o swoje lepsze życie, o przyszłość. A że jest to walka o wszystko, Maja jest bezwzględna. Moja bohaterka działa w światku przestępczym wraz ze swoim chłopakiem, Maxem, którego gra Paweł Małaszyński. Na początku filmu pojawia się w jego życiu po długiej nieobecności. Ale dlaczego go opuszcza, a potem wraca, zdradzić nie mogę.
Jakim reżyserem jest Cezary Pazura?
Naprawdę super! Czarek jest przede wszystkim bardzo fajnym człowiekiem. Poza tym był świetnie przygotowany do realizacji tego filmu. Mam wrażenie, że cały ten film nakręcił w głowie już ze cztery razy. Podczas pracy kipiał energią, miał wielką siłę, nigdy nie okazywał zmęczenia czy irytacji. Martwię się, czy teraz tego nie odchoruje, bo to jednak była wielka adrenalina.
Łatwiej czy trudnej pracuje się z reżyserem-aktorem?
Zdecydowanie łatwiej. On bardzo rozumie aktorów, jest wyczulony na wiele spraw. Gdy było mu trudno coś nam wytłumaczyć, to po prostu pokazywał. Co nie znaczy, że każdy potem grał Czarka w różnych jego wcieleniach. O nie. On po prostu w taki sposób się z nami porozumiewał. To było cenne.
Pazura postrzegany jest jako człowiek pozytywny, o dużym poczuciu humoru. Czy dało się to odczuć na planie?
Oczywiście. Jego energia i poczucie humoru cały czas procentowały. Mam nadzieję, że ten film to będzie początek jego drogi reżyserskiej.