Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
Kawaler to pozbawiona smaku i lekkości amerykańska komedia romantyczna, jakich było już wiele. Różnica polega na tym, że tu głównym bohaterem nie jest wpadająca w miłosne tarapaty kobieta, ale Jimmie, który nie chce się ożenić. Więc nie żeń się - chcielibyśmy podpowiedzieć młodzieńcowi i uciec ukradkiem z kina. Nie jest to niestety takie proste. Problem w tym, że Jimmie nie ma wewnętrznego przekonania do zaślubin, ale ulega presji otoczenia. Zmusza się do zaproponowania małżeństwa swojej dziewczynie Anne, podczas oświadczyn zdradza jednak dewizę, która przesądziła o jego decyzji, a która brzmi: "wal kupę albo won z klopa". Ten krótki cytat mówi nam wszystko nie tylko o jakości filmu, ale także o głównym bohaterze. Co prawda scenarzysta stara się przekonać nas, że Jimmie nie jest banalnym prymitywem, tylko sympatycznym młodym człowiekiem, któremu czasem zdarza się wygłupić, ale czyni to raczej bezskutecznie. Napięcie w filmie próbuje natomiast rosnąć: gdy Annie odrzuca oświadczyny, nagle okazuje się, że Jimmie musi wziąć ślub w ciągu dwudziestu kilku godzin, w przeciwnym razie bowiem nie dostanie stumilionowego spadku po jeszcze bardziej niż nasz bohater chamskim dziadku (Peter Ustinov), potentacie przemysłu rzeźniczego. Chłopak wyrusza więc na poszukiwania żony, w których widz musi mu dzielnie sekundować. To trudne zadanie ma ułatwić dodatkowy wątek: oto Jimmie szuka żony nie tylko z pragnienia posiadania pieniędzy, ale także by uratować fabryki dziadka i utrzymać miejsca pracy dla dwustu rodzin. Tym samym granie na emocjach nakłanianych do szybkiego małżeństwa kobiet ma być usprawiedliwione wyższą koniecznością. Jimmie orientuje się w pewnym monmencie, że zależy mu na Anne.
margot.