search
WSZYSTKO
tape

kamienie milowe
tape

2011 rola kapitana Kostrzewa w filmie historycznym pt. "1920 Bitwa Warszawska".

2009 zagrał w czarnej komedii pt. "Rewers".

2007 udział w serialu TV „Tylko miłość”


WYWIADY:

  • Jerzy Bończak: Byłem na dnie

Jerzy Bończak: Byłem na dnie

efakt
Brawurowy i podstępny Zyzio Krzepicki z "Kariery Nikodema Dyzmy", szalony filmowy Mazepa czy budujący w mieszkaniu roboty konstruktor Manc z serialu "Alternatywy 4" - to tylko trzy spośród dziesiątek ról, które zagrał Jerzy Bończak (61 l.).

To znakomity aktor i reżyser, jedna z najbardziej charakterystycznych i najlepiej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina i telewizji. Ale też zwykły człowiek, który stoczył w swym życiu ciężką walkę z nałogiem. Dzisiaj Jerzy Bończak postanowił zmierzyć się z przeszłością i w szczerej rozmowie z Faktem wyznać, jak nisko upadł przez alkohol i w jaki sposób zdołał wyrwać z okowów nałogu.

Mało kto wie, że jest pan synem ogrodnika z warszawskiego Marymontu. Jest pan zadowolony ze swojego pochodzenia?

- Nie narzekam, a poza tym już za późno na zmiany (śmiech).

Pytam, bo zastanawiam się, czy gdyby pochodził pan z artystycznego domu, byłby pan równie dobrym aktorem?

- Czasami tzw. dobry dom rozleniwia i młody artysta wypada gorzej, niż jego rodzice. Jest ciągle porównywany i nie wytrzymuje presji, ale są też przykłady zupełnie przeciwne. Marek Kondrat wychował się w aktorskiej rodzinie i przebił wszystkich, nawet swojego stryja, legendę teatru.

Pomagał pan tacie w uprawianiu pomidorów?

- Trochę, ale mój ojciec choć z zawodu był ogrodnikiem, to w głębi serca był artystą. Pamiętam, gdy jako dziecko siedziałem z nim przed domem. Opowiadał mi wtedy o pięknie świata i poezji. W ten sposób uwrażliwiał mnie i dzięki tej rozmowie zacząłem pisać wiersze. Gdyby nie on, pewnie nigdy nie zainteresowałbym się aktorstwem.

Lubi pan oglądać siebie jako aktora?

- Kiedyś nie lubiłem, ale teraz toleruję. Gdy widzę swoje role z młodości zastanawiam się nad upływem czasu. Z nostalgią patrzę na to, co już zrobiłem.

Czy te produkcje sprzed lat wytrzymują próbę czasu?

- Uważam, że filmy, które powstawały wtedy, są znakomite. Każdy metr taśmy przeliczany był na dolary i ciążyła na nas presja, by nie popełniać błędów, bo dubli nie będzie. Mimo to ogląda się to świetnie.

Mówią o panu: „Mistrz drugiego planu”. Czuje pan żal, że tylko drugiego?

- Nie zawsze wcielałem się w postaci epizodyczne. W „Karierze Nikodema Dyzmy” czy w „Domu” grałem przecież jedne z ważniejszych ról tych seriali.

Ale jednak pańską specjalnością są epizody.

- To prawda. To sprawa mojej fizyczności, a poza tym uważam, że łatwiej jest zagrać główną rolę, niż wcielić się w postać drugoplanową. Główna rola to opowiadanie na przestrzeni długiego czasu. Epizod to kondensacja. Powiem nieskromnie, że do epizodów potrzeba bardzo dobrych aktorów (śmiech).

Polecamy w wydaniu internetowym efakt.pl: