Salonowiec
Michał Piwowarczyk
Miasto: Gdynia
Opis:
Krytykancki partyzant internetowy, sieciowy pieniacz, współtwórca podcastu "Nieczyste zagrywki".
Ulubione filmy:
Gwiezdne wojny
Powroty do przyszłości
Szklane pułapki
Ulubieni twórcy filmowi:
Chris Nolan
Ulubieni bohaterowie:
John McClane
Ulubione gatunki filmowe:
Sci-Fi, filmy akcji
Film, do którego obejrzenia nikt go nie namówi:
Smutne filmy, filmy introwertyczne, filmy rozliczające się z przeszłością, filmy pseudopsychologiczne, czyli kino polskie.
Hobby pozafilmowe:
Pizza, piwo, prowadzenie interpunkcyjnej inkwizycji.
Recenzje salonowca
Autor recenzji: Michał Piwowarczyk, Nieczyste zagrywki
Jest to jeden z pierwszych filmów tak mocno kierowanych do pokolenia wychowanego na grach wideo. Do ludzi, którym luki w fabule, drętwe dialogi i okazjonalny amerykański hurrapatriotyzm po prostu nie przeszkadzają, skoro na ekranie tak dużo się dzieje i tak wiele rzeczy wybucha. Jeśli jesteście w stanie usiąść w kinie, uciszyć swojego wewnętrznego malkontenta i przez dwie godziny oglądać świetne efekty specjalne, od czasu do czasu przerywane dialogami (czasem zabawnymi), to jest to idealny film na deszczowe, wiosenne popołudnie
Autor recenzji: Michał Piwowarczyk
„Niebezpieczna metoda” ma problem z kolejnością. Gdyby na początku filmu pokazano brodatego Viggo Mortensena kłócącego się z wąsatym Michaelem Fassbenderem, być może pierwsza połowa seansu byłaby dużo ciekawsza. Cronenberg postanowił jednak film otworzyć Keirą Knightley, która spazmatycznie poruszając rękami, szczęką i piskiem pokazuje, jaka to nie jest chora i rozbita.
Autor recenzji: Michał Piwowarczyk
Pomysł opowieści o byłych żołnierzach elitarnych sił specjalnych pojawiał się już w kinie nie raz. Warto przypomnieć sobie choćby “Ronina”, w którym również grał De Niro. Tam jednak aktor był głównym bohaterem, tu zaś całą brudną robotę odwala Statham. Walki w “Elicie zabójców” nie są tak eleganckie jak w “Tożsamości Bourne’a”, ale tym łatwiej jest w taką choreografię uwierzyć. Owen i Statham rzucają się po ścianach i biją po mordach jak przystało na dużych facetów bez doświadczenia w balecie. Nie tańczą wokół siebie, nie okładają gazetami i świecznikami.
Autor recenzji: Michał Piwowarczyk, Gry.wp.pl
Zawsze, kiedy widzę Zoe Saldanę w filmie akcji, boję się, że za chwilkę się połamie. Patrząc na jej filigranową postać, jestem skłonny zamknąć ją w bezpiecznym studiu motion-capture, gdzie do końca życia mogłaby pracować przy tworzeniu animacji do postaci rodem z “Avatara” Jamesa Camerona. Ona jednak upiera się grać w filmach akcji. “Colombiana” nie jest może najlepiej napisana i zagrana, ale za to współprodukował ją Luc Besson. I wszystko jasne.
Autor recenzji: Michał Piwowarczyk (gry.wp.pl)
Po premierze gry “Jedi Knight 2: Jedi Outcast” gracze zgadzali się co do jednego - produkcja była naprawdę świetna, ale odgłosy wydawane przez miecze świetlne po prostu nie do przyjęcia. Brakowało tego “zuuum” przy wymachu bronią. Gdzieś zniknęło to “ksssss”, towarzyszące włączeniu szlachetnego narzędzia do ciachania wrogów. W “Mrocznym widmie” tych jedynie słusznych dźwięków nie zabrakło. Wiele można temu filmowi zarzucić, ale walki na miecze świetlne zrealizowane są po prostu niesamowicie. Zniknęli starcy i młokosy ze starej trylogii, wymachujący bronią jak kijami od szczotki. Na ich miejsce w “Mrocznym widmie” pojawili się prawdziwi wirtuozi sztuk walki, wojownicy łączący fechtunek z akrobatyką. Porównując starą i nową trylogię doskonale widać, jak daleko zaszło kino przez te 20 lat.