search
Nagrody
tape

Złote Lwy - Gdynia

6 nagród

3 nominacje


kamienie milowe
tape

2011 zagrał w produkcjach: "Bitwa warszawska 1920" oraz "Tajemnica Westerplatte" w roli majora Henryka Sucharskiego.

2010 wystąpił w obrazie "Trzy minuty. 21:37" oraz w serialu "Ratownicy".

2009 zagrał Cezarego w filmie "Randka w ciemno".


WYWIADY:

Bogusław Linda: Podpatrywanie życia

Bogusław Linda znów gra w filmie Macieja Ślesickiego. Film nazywa się „Trzy minuty”, jest trylogią złożoną z trzech osobnych części i stanowi obraz współczesnej Polski zbudowany wokół wydarzeń (częściowo fikcyjnych), jakie miały miejsce tydzień po śmierci papieża.

Czy „Trzy minuty” choć w części zmienią wizerunek aktora, największego twardziela polskiego kina, stworzony przez takie obrazy, „Zabij mnie, glino”, „Sara” i przede wszystkim „Psy”?

Od dawna skarży się pan na brak ciekawych propozycji i mówi, że dlatego czasem gra z konieczności. Rozumiem jednak, że „Trzy minuty” to nie konieczność, lecz wybór – innymi słowy wreszcie pojawiła się interesująca propozycja. Tak?

Tak. „Trzy minuty” to film fabularny, pełnometrażowy, ambitny, starający się widzowi powiedzieć coś ciekawego, a aktorowi dający możliwość coś ciekawego zagrać, a nawet stanowiący prawdziwe wyzwanie.

Wiedząc, że jeden z bohaterów jest gangsterem, myślałem, że wcieli się w niego właśnie pan, ale nie. Sam pan wybrał postać malarza nadal tocząc walkę ze swoim klasycznym wizerunkiem?

Na tyle się zestarzałem, że z tym wizerunkiem już nie muszę toczyć walki (śmiech). Dostałem dwie postaci do wyboru, jednakże z naciskiem reżysera, bym zagrał właśnie malarza. I był to nacisk na tyle mocny, że praktycznie nie miałem wyboru (śmiech).

Maluje pan na planie?

Mój malarz w tym filmie akurat nie ma wiele wspólnego z malowaniem – jest nawet gorzej, ale na czym to dokładnie polega nie mogę mówić, bo wiąże mnie tajemnica.

Pomysł na „Trzy minuty” wywołał we mnie pewne skojarzenia z Kieślowskim, które pan jak mało kto – czyli jako aktor Kieślowskiego – może zweryfikować…

Jest w tym coś, ja również czytając scenariusz pomyślałem o Krzysztofie. Chodzi o pewien schemat opowieści o życiu w różnych wariantach, o punkt wyjścia, o klimat. Choć oczywiście realizacja pomysłu różni się tak, jak różnią Maciek od Krzysztofa. No i jak różni dziś od przedwczoraj.

Można pana nazwać „aktorem Ślesickiego”? Bo to, poczynając od „Taty”, nie pierwsza wasza wspólna praca…

Myślę, że można. Cenimy się wzajemnie.