Średnia ocena:
Oceń recenzję:
Oglądając ten film nie dostrzegłam w nim nic, oprócz zawikłanej sytuacji, z której nie ma wyjścia. To jakiś labirynt zdarzeń, które nic między sobą nie łączy. Typowy film Davida Lyncha. Niektóre sceny zbyt bardzo się przeciągają np. ta w której młoda aktorka (Naomi Watts) i jej przyjaciółka, która w wyniku wypadku straciła pamięć są w (chyba) operze, gdzie jakaś tragiczna "piosenkarka" odśpiewuje jakąs arię. Pokazanie sceny, gdzie dwie panie się całują jest poprostu tragiczna. Nie wiem, albo film jest taki denny, albo ja w nim nie dostrzegam piękna. Kolejna obrzydliwa scena masturbacji.
Niby reżyser dał widzon pole do własnej interpretacji tego filmu, ale jest to dość trudne, bo w filmie nie widać ani sensownego początk, ani końca. Czasami miałam wrażenie, że na samym początku filmu ten wypadek był końcówką filmu, gdzie była scena kręcenia filmu z tym samochodem. Chyba nigdy się nie dowiem o co tak naprawdę reżyserowi chodziło. I raczej nie mam zamiaru powracać do tego filmu, bo jest on nie jasny, nie ma w nim przekazu.
Marta