Średnia ocena:
Oceń recenzję:
Mulholland Drive Davida Lyncha to film, w którym treść zdecydowanie dominuje nad formą.
Amerykański reżyser po raz kolejny wykorzystał klasyczną już dla swojej twórczości metodę polegającą na snuciu kilku pozornie odrębnych opowieści, splatających się ze sobą pod koniec filmu. Dzięki temu w wielu swoich dziełach (m. in. „Zagubionej autostradzie”) uzyskiwał niezwykły efekt spiętrzenia znaczeń, który wywoływał w widzu coś na miarę metafizycznej dziwności istnienia.
Niestety w „Mulholland Drive” kolejne wątki niezwykle zagmatwanej fabuły połączyły się nie tworząc nic, co miałoby jakąkolwiek spójność semantyczną, a przez to dawało odbiorcy impuls do refleksji, nie mówiąc już o najistotniejszym dla filmów Lyncha zdumieniu i zaskoczeniu. Reżyser stworzył obraz oddziałujący na widza w sposób niezwykle prymitywny. Np. scena, w której mężczyzna, siedzący w barze „Winkie’s” opowiada swój sen, a następnie ginie ujrzawszy na jawie postać ze swojego snu, przywołuje na myśl prymitywne horrory, które epatują brzydotą i okrucieństwem. Chociaż wywołuje ona zamierzony efekt, wydaje się w jakiś sposób zbędna dla całości filmu. Jaka jest tego przyczyna?
Oglądając np. „Zagubioną autostradę” odbiorca usiłuje poskładać w całość misterną układankę znaczeń, odnaleźć sens poszczególnych scen. Jest to oczywiście zabieg bezsensowny, bo nie takie jest przesłanie filmów Lyncha. Nie są one zagadkami kryminalnymi, nie mają konkretnego przesłania. Sens ukrywa się „pomiędzy” – nie można go określić i zwerbalizować. Podobnie jak dramaty Witkacego, które miały być realizacją teorii czystej formy, filmy Davida Lyncha odwołują się do czegoś, co tkwi w człowieku i określa jego naturę. W obu przypadkach odczucie metafizycznej dziwności istnienia możliwe jest wtedy, gdy umysł, wycieńczony porządkowaniem i wyjaśnianiem, wpada w postawioną przez siebie pułapkę racjonalizmu.
Oglądając „Mulholland Drive” nie mamy nawet ochoty podjąć się segregowania faktów. Nasz umysł jest po prostu znużony i ma ochotę zająć się czymś innym. „Zagubiona autostrada” Lyncha jest jak koan, dzięki któremu buddysta zen otwiera się na poznanie prawdy o naturze rzeczywistości.
„Mulholland Drive” to labirynt, w centrum którego nie ma niestety nic.
Dominik