Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
Czy ktoś pamięta banalną scenę, w której Connie Sumner myje talerz? Tam po raz pierwszy objawia się w "Niewiernej" doskonałość aktorska Diane Lane. Ręce, bo one grają w scenie główną rolę, zdradzają niepokój. Nie objawia się on jednak przerysowanym drżeniem, którego moglibyśmy się spodziewać po aktorce, w głównej mierze scenicznej. Dłonie Diane Lane, zmywają naczynia jak gdyby nigdy nic, a jednak zdradzają stan ducha Connie.
Aktorstwo jest niewątpliwie najmocniejsza stroną filmu Adriana Lyne'a. Diane Lane gra oczywiście nie tylko rękami. Od pięknej sceny pierwszej fascynacji młodym kochankiem, poprzez seksualne uniesienia, w zrealizowanych ze smakiem sekwencjach erotycznych i wreszcie, najpełniej wtedy gdy musi okłamywać męża, postać Connie Sumner poraża widza swą autentycznością.
Lane w niczym nie ustępują Richard Gere i Olivier Martinez. Ten pierwszy gra rolę wiernego męża o osobowości delikatnie przypominającej postać Marka Darcy'ego z "Dziennika Bridget Jones" (choć oczywiście nie tak przerysowanej jak w filmie Maquire'a). Gere świetnie sobie radzi z przerażeniem i bezsilnością jakie stają się udziałem Edwarda Sumnera po zdradzie ukochanej osoby. I wreszcie Martinez, który swoim aktorstwem wykreował postać niejednoznaczną. Do końca bowiem nie wiemy, na szczęście, czy Paul Martel był tylko cynicznym lowelasem wykorzystującym kolejne kobiety, czy może żywił do Connie autentyczne uczucie.
Historia opowiedziana przez Adriana Lyne'a nie jest banalna. Łatwo zwieść nas może oczywiste przesłanie, że zdrada nie popłaca, że jest ona wielkim złem wyrządzanym rodzinie. Ale pod tą moralistyczną warstwą, kryją się pytania, jaką drogę musimy przejść by tę prawdę sobie uświadomić, jak słaby jest człowiek w obliczu pozornie niewinnej pokusy, jakie zło może ulec rozgrzeszeniu. Niewierna i zabójca w kinie hollywoodzkim, tak obficie okraszonym zawsze zwyciężającymi wartościami, scenami z sal sądowych, i całym sztafażem towarzyszącym najwznioślejszym, patetycznym amerykańskim mitom, rzadko uchodzą sprawiedliwości. Tym razem jest inaczej, choć dzięki otwartej kompozycji, twórcy umieszczają ich raczej w czyśćcu niż w niebie.
"Niewierna" to dobry film. Arcydziełem nie jest, ale gorąco go polecam wszystkim matkom, żonom i kochankom. Ich mężom i partnerom oczywiście też.
Rotie