JEAN-LUC GODARD: PAPIEŻ AWANGARDY
Jean-Luc Godard urodził się 3 XII 1930 roku w Paryżu – jako drugie z czworga dzieci francuskiego lekarza, posiadającego własną klinikę, i córki szwajcarskiego bankiera. Podczas wojny rodzina przeniosła się do Szwajcarii, gdzie Godard chodził do szkoły. Po rozwodzie rodziców 1948 roku wrócił do Paryża i podjął studia antropologiczne na Sorbonie. W tym czasie spotkał i zaprzyjaźnił się z François Truffautem, Jacquesem Rivette i Erikiem Rohmerem. Wspólnie założyli „Gazette du cinéma”, gdzie zadebiutował jako krytyk pod pseudonimem Hans Lucas (to niemieckie brzmienie jego imienia). Pismo nie utrzymało się długo, ale Godard połknął bakcyla kina. Włóczył się po kinach na lewym brzegu Paryża, publikował swoje recenzje w „Cahiers du cinéma”, a w 1950 zadebiutował jako... producent filmów Rivette’a i Rohmera. Kiedy rodzina zobaczyła dzieło Rivette’a, gdzie Godard występował jako jeden z czterech mężczyzn siedzących przez 40 minut w milczeniu przy stole, i dowiedziała się, że aby je sfinansować, sprzedał kolekcję białych kruków po dziadku, zablokowała mu konto. Skazany na życie cygana Godard nie przejął się – imał się różnych zajęć i nawet kradł, co skończyło się tygodniem spędzonym w szwajcarskim areszcie. Jego ówczesne teksty nabrały radykalizmu: entuzjazmował się drugo- i trzeciorzędnymi reżyserami amerykańskiego kina akcji, chłoszcząc niemiłosiernie komercyjne i staroświeckie, jego zdaniem, kino francuskie.
W 1954 roku pracował przy budowie tamy w Szwajcarii, kręcąc jednocześnie swój pierwszy film – krótki dokument „Operacja Beton”. Rok później stracił matkę, która zginęła w wypadku motocyklowym, co oznaczało koniec kłopotów finansowych. Jako Hans Lucas nakręcił kilka krótkich metraży, będąc ich scenarzystą, reżyserem, operatorem, montażystą i producentem. Było to praktyczne zastosowanie jego creda jako krytyka: „Jeśli ktoś chce pisać o filmie, niech najpierw sam coś nakręci”.
W 1959 roku prowadził z Truffautem rubrykę plotkarską w dzienniku „Temps de Paris”, pisząc jednocześnie scenariusze i recenzje dla „Cahiers du cinéma” oraz przygotowując realizację filmu „Do utraty tchu”. W marcu 1960 roku film wszedł na ekrany, zdobywał rozgłos wśród publiczności i uznanie krytyki, potwierdzone nagrodą za reżyserię na festiwalu w Berlinie. Zrealizowany za psie pieniądze, osnuty na schematach hollywoodzkiego kryminału klasy B film różnił się od wszystkiego, co można było wówczas zobaczyć we francuskich kinach. Dynamiczny montaż, zdjęcia robione z ręki, naturalne wnętrza i plenery – to wszystko sprawiło, że Nowa Fala – ruch, który zrewolucjonizował współczesne kino – stała się faktem, zaś Godarda ogłoszono jej rzecznikiem.
To była jedna z najbardziej błyskawicznych karier w dziejach kina – Godard kręci film za filmem, obsadzając w głównych rolach swoją ówczesną żonę Annę Karinę, obalając polityczne i obyczajowe tabu, walcząc z cenzurą, eksperymentując z formą i treścią, wyznaczając nowe kierunki rozwoju kina.
Z czasem jego filmy stają nazbyt awangardowe, zostaje przekroczona granica dopuszczalnych przez przeciętną widownię odstępstw od tradycyjnych form filmowych. Kiedy koledzy Godarda wracają do głównego nurtu kina, zachowując techniczne i narracyjne zdobycze Nowej Fali, on trwa w eksperymentowaniu, coraz częściej traktując film jako narzędzie walki politycznej i społecznej. Głosi postulat „prawdy przez 24 klatki na sekundę”, twierdząc jednocześnie, że „każdy montaż to kłamstwo” zaś „kino to najpiękniejsze oszustwo świata”.
Zawierucha 1968 roku i paryski maj położyły kres nie tylko rządom generała De Gaulle’a, ale i władzy Godarda na polu kina. Pod wpływem Jean-Pierre’a Gorina, paryskiego radykała, Godard przechodzi na pozycje lewackie, powołuje wraz z nim Kolektyw Dżiga Wiertow, by kręcić filmy piętnujące burżuazyjny styl życia, tradycyjnie pojmowaną kulturę i wzywajacego do wyzwolenia się spod władzy kapitalizmu. Sam skazuje się na artystyczny niebyt i zamieszkuje w Grenoble, gdzie eksperymentuje z nowymi technikami filmowymi i rodzącym się wideo, by pod koniec lat 70. przenieść się do Szwajcarii. Powrót do miejsc dzieciństwa i młodości ma ozdrowieńczy wpływ na zmęczonego burzliwymi dziejami mistrza kina. Tu powstają filmy może bardziej tradycyjne, ale nie mniej kontrowersyjne, by wspomnieć „Bądź pozdrowiona Mario” (1984). Nadszedł czas refleksji a wraz z nim ciekawe przemyślenia, zawarte w fascynującym cyklu filmowych wykładów „Historia kina” (1997-98) i takich jak ta wypowiedziach: „Od zawsze aż do dzisiaj – z których wyjątkiem okresu tuż po rewolucji październikowej – większość filmowców uważa, że wie jak robić filmy. To tak jak kiepscy pisarze, którzy nie pytają siebie, czy potrafią napisać powieść – bo myślą, że wiedzą. Gdyby filmowcy konstruowali samoloty, udany lot każdego z nich byłby wypadkiem przy pracy. W kinie takie wypadki nazywają Oscarami”.