Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
Do AGNIESZKI i innych kobiet, które popełniły błąd i wybrały się na film całkowicie „nie przeznaczony” dla nich...
Już na samym początku swojej przepełnionej erudycją i grafomaństwem recenzji, określiłaś dzieła sztuki szkutniczej, jakimi są występujące w filmie okręty, mianem kawałka drewna. Nie zapominaj, że wśród trzech najpiękniejszych widoków na świecie to właśnie te kawałki drewna są na pierwszym miejscu (okręt na pełnych żaglach, kobieta w tańcu i koń w galopie).
Zaznaczyłaś, że oglądanie tych kawałków drewna jest po pewnym czasie nudne i brakuje tu jakiejś odskoczni by widz się nie przesycił - popełniłaś błąd nie podając przykładu takiej odskoczni, co chciałabyś w tym filmie jeszcze zobaczyć. Filmów o tej tematyce jest tak mało, że wmieszanie tam innych obrazów byłoby nie do przyjęcia.
Widz idąc na Pana i Władcę oczekuje widoku masztów, żagli, rei, burt, kaszteli rufowych, otwartych ambrazur i salw armatnich oczekuje tego gdyż jest to widok w kinie wyjątkowo rzadki i wyjątkowo drogi w realizacji. Kolejną sprawą jest, co nazwałaś świętokradztwem, zmiany w fabule względem książki. Przecież film na podstawie jakiejś powieści nie musi być wiernym przeniesieniem pisma na obrazy. To nie oto w filmach na podstawie książek chodzi.
Reżyser czerpie tylko pomysł i jak chce to robi trylogię jak Władca pierścieni (zresztą i tak nie zdołano tam wszystkiego pokazać) lub posiłkuje się w luźny sposób wątkami i bohaterami książki. Zarzucasz także opętańczą chęć zwycięstwa u kapitana Jacka i spóźnioną o prawie cały film „rewizję jego systemu wartości”, a kiedy to miało nastąpić? sądzisz, że film byłby lepszy gdyby Jack na samym początku stanął na rei i krzyknął - „dobra chłopaki niech sobie Francuzi wracają do Brestu nie chcę was narażać wojna jest zła, a my popłyniemy zbierać dziwne zwierzaczki” i co byśmy oglądali przez te dwie godziny? skały i grupę ludzi łapiących jakieś nieloty? Nazywasz Jacka postacią „niespecjalnie interesującą”, mało odpowiedzialny i niedoceniony naśladowca Nelsona, który przez swą nieudolność pałęta się na Krańcu Świata. W
iedz moja Droga, że 90 % kapitanów, później admirałów, tak zaczynało swoją karierę we flocie wojennej, zaszczyty przynosiły im zazwyczaj sukcesy w operacjach krążowniczych jak ta przedstawiona w filmie. Nawet sam Nelson był chorobliwie ambitny, a w bitwie np: pod Kopenhagą nawet niekompetentny wobec przełożonych. Piszesz, że nazwała byś go nawet marzycielem gdyby w dążeniu do swojego celu nie narażał życia innych. Nelson też nie przejmował się życiem i zdrowiem innych, a nawet swoim (nie miał ręki i oka, dał się zabić pod Trafalgarem przez swoją dumę i pychę - obwieszony orderami był łatwym celem dla strzelców pokładowych z Redoutable). Do tego wytykasz brak zwrotów akcji. Ja widzę taki zwrot podczas sztormu - toną oba statki i koniec nudnych obrazów przedstawiających żagle reje itp. itd.
A zagubiona głębia w tym filmie jest, tylko niestety jej nie dostrzegłaś. Ta głębia to główna idea żeglarstwa i jego historii: walka, walka, i jeszcze raz walka z sobą samym z innymi i z żywiołem, na szczęście w tym filmie są te wszystkie trzy aspekty. Koniec
tupa1