Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
Niby pierwsza runda bywa zapoznawczą, a dopiero w drugiej odkrywa się karty i pełnię możliwości. Quentin znów zrobił nam psikusa. W vol. 1 rzucił się na nas niczym Tyson za dobrych lat, a w vol. 2 usypiał nas uderzając ledwie kilka razy, za to jak dotkliwie.
Znając poprzednie jego dokonania i gust, wiedziałem, że 2 nie będzie już niczym, czym była 1. On nie próbuje wejść do tej samej rzeki, schodząc w jej dół, nie bo to: po pierwsze byłoby nie w jego stylu, po drugie wszyscy wokół tak robią, po trzecie to by było pójście na łatwiznę.
Tak więc zafundował nam stonowaną i spokojną opowieść by ukoić w nas ból na widok krwi. Tu nie ma już dziesiątków trupów. Tu giną tylko "superbohaterowie".
Każda z postaci ukazała się nam z tej innej, może nie lepszej, ale bardzo ciekawej i ludzkiej strony. Któż by przypuszczał, że tak cyniczny i pełen dumy macho jakim był w vol. 1 Budd, może tak się dać wciągnąć pod szefowski pantofel w zapomnianej nie tylko przez Boga, ale i Szatana dziurze zabitej dechami! Piękna w swej brutalności Elle Driver -ideał. Piękna, inteligentna... no co najmniej sprytna, jednak ten defekt... oko... Można z tym żyć - rzekłby ktoś, kto nie widział tej oślepiającej chęci zemsty owej kobiety... Ja wiem i ona też że: "żyć czy umierać? nie nam to wybierać".
Często i gęsto w tle leciała muzyczka nawiązująca od westernów Sergio Leone po tandetne kopaniny rodem z Hong-Kongu wyprodukowane za pieniądze ze zbiórki opakowań wtórnych zrobionej przez japońskie uczennice prywatnego liceum w Tokio. Kilkukrotnie łapałem się na tym, iż zadawałem sobie pytanie: "ranu jak można było rzucić do takiego filmu, tak kichasty kawałek?". A jednak można i to jak! Tarantino powoli staje się kimś (tu będzie nędzne porównanie, ale co człowiekowi za homeryzm może wpaść do głowy w obskurnym pociągu podmiejskim) w rodzaju Warhola taśmy filmowej.
Kicz i tandeta w nowym lepszym opakowaniu, w wielu smakach i kolorach. Jak nie lubię "jeleni na rykowisku", tak tarantinullę podziwiam i pałam żądzą zemsty! Tak zemsty! Zemsty za to, że tak mało do tej pory nakręcił!
Zanim poszedłem na seans poznałem już z wielu stron te naj momenty... oko, Pai Mei, cios pięciu palców, czy jak mu tam... ale nic to. Usłyszałem, przeczytałem, lecz dopiero jak zobaczyłem - uwierzyłem. Choćby nie wiem jak ktoś narzekał na braki takiej akcji jak w vol. 1, ja będę klaskała za scenę z testem ciążowym, monolog Daryl Hannah o czarnej mambie, wymianę spojrzeń pomiędzy paniami, czy postać alfonsa na emeryturze.
Reasumując, ja co czwartek mogę złożyć w ręce tak pięknej w bestialstwie i mordzie, Umie Turman, byleby tylko zadała jak najwięcej bólu, a me męki trwały przynajmniej 94 mininuty.
sarna23