Brak średniej oceny.
Oceń recenzję:
Film świetny i co najważniejsze - nie amerykański. "Hawaje, Oslo" to oniryczny zamek, opowieść zbudowana na zasadzie snu i działająca na prawach tym snem rządzących. Film ciekawie został "spięty" klamrą - po pierwsze oniryczną, po drugie symboliczną - motyw piór i anioła stróża. Oglądając tę przygnębiającą historię, wpadamy początkowo w pułapkę beznadziejności, dajemy się spokojne prowadzić przez kulminację napięcia, po to, aby na końcu nieprzewidziany zwrot akcji spowodował nasze katharsis i dał nadzieję na lepsze jutro.
Jest to film, który nie pozostawia obojętności po obejrzeniu i pozwala na jednoczesne poruszanie się, po jego semantyce na wielu płaszczyznach. Stawia przed widzem kluczowe pytanie: kto decyduje o życiu innych? Pieniądze, szczęście, inny człowiek, coś więcej...Poza tym, świetne ujęcia i montaż.
Na prawdę gorąco polecam "Hawaje, Oslo" wymagającym kinomanom. Amatorom amerykańskiego kina familijnego raczej nie przypadnie do gustu. Dziękuję Wirtualnej Polsce za bilet :-), a zwłaszcza za tą wspaniałą intelektualną i emocjonalną przygodę.
kamartka