Średnia ocena:
Oceń recenzję:
Choć rzecz jasna poznałem cały film, a jednak romantyzmu w nim, jak na lekarstwo dla zdesperowanego nastolatka wyciskającego swojego, wielkiego pryszcza. I nie o romantyzm tu rzecz jasna idzie, ale o drwienie sobie w najlepsze ze wszystkiego, co może i mieć powinno, jakikolwiek związek z daleko idącą, filmową sztuką nowożytnego romantyzmu, zwaną Komedią romantyczną.
Jednak, jakby na to nie patrzeć jest to ten szczególny gatunek kina, który nie zyskał i chyba nie zyska mojej aprobaty. Nie wiem, dlaczego, ale parodie, pastisze, a nawet drwienie sobie ze wszystkiego, co możliwe, jakoś mnie nie bawi i jakoś mnie nie wzrusza. Nie jest to gatunek, do którego potrafię się przekonać, więc jak mogę przekonać do niego widza.
Przyznać trzeba, że twórcy filmu sięgnęli po wszystko, co najlepsze, zaskakujące i ciekawe w dokonaniach romantycznych w ostatnim okresie. Ta wariacka intryga oparta została o proste w formie i treści dzieło, „Moje wielkie greckie wesele”, aby huraganem przebiec przez „Hitcha”, po jego zgrabnych pleckach, „Poznać mojego tatę i moich rodziców”, „Poznać mojego chłopaka, który się żeni”, zaprosić na wesele „Pretty woman”, by wreszcie „Powiedzieć: Tak”.
To jedynie cząstka tego wszystkiego, co możecie…