Średnia ocena:
Oceń recenzję:
Kilka lat temu miasto dotknęła straszna tragedia, kiedy na zawsze pożegnaliśmy nasze ukochane „wieże”, a każdy następny dzień był już zupełnie inny. Chociaż staliśmy się mocniejsi i bardzo zbliżyliśmy się do siebie, to jednak zapanowała dziwna psychoza. Chęć zemsty zawładnęła całym państwem. W tamtym okresie cały świat nam współczuł, przesyłał kondolencje, cieszył się z nami z każdej odnalezionej żywej osoby. Choć takich szczęśliwców było tylko kilku. (...)
Jakiś czas po tragedii World Trade Center napisałem te słowa, teraz właśnie ten cytat jest jak najbardziej na miejscu, gdyż właśnie im, tym, którzy przeżyli poświęcony jest ten film. Im i wszystkim innym, którzy w ten „czarny wtorek” mieli już nigdy nie wrócić do swych domów. Historia dwóch policjantów z posterunku portowego, którzy mieli szczęście, którzy przeżyli, jako jedyni z dwudziestu uratowanych osób.
Przez jakiś czas miałem obiekcje, czy warto, czy należy o tym mówić, czy nie jest na to za wcześnie, czy ma to sens. „Lot 93” rozwiał moje wątpliwości, a „World Trade Center” uzupełnił brakującą luką w mojej świadomości. Trudno o rozpatrywanie tego filmu w pojęciu dobry, niedobry, zły, kiepski, fajny, miły, ale jakby nie patrzeć, jest to tylko film.
I jakby na to nie patrzeć o odpowiedni kształt tej opowieści zadbał sam Oliver Stone…