Gerard Butler: Razem ze mną było tam 70 facetów i wszyscy wyglądaliśmy tak samo głupio
Jaka była twoja opinia o komiksie Franka Millera, zanim zacząłeś pracę nad filmem 300?
Uważam, że ten komiks przekazuje niezwykłą wizję plastyczną – pokazuje pięknie wymyślony świat. To zasługa nie tylko Franka, ale także kolorystki Lynn Varley. W tym komiksie bardzo ważną rolę odgrywają kolory, odcienie, kształty. Oczywiście, mógłbym tu dużo powiedzieć o historycznym przygotowaniu do mojej roli, ale, jak to już przede mną powiedział reżyser filmu Zack Snyder, koncentrowaliśmy się na świecie komiksu i na postaciach z komiksu, a nie na rzeczywistości historycznej. Bardzo wiele można wywnioskować z tego, jak Leonidas jest narysowany, jakie pozy przybiera, jak się porusza, jak chodzi. Przeczytałem komiks po raz pierwszy tuż przed moim pierwszym spotkaniem z Zackiem. I dlatego byłem wtedy tak podekscytowany, żeby mu pokazać, jak widzę Leonidasa, zacząłem skakać i machać rękami. Chciałem mu pokazać, że Spartanie byli moim zdaniem jak zwierzęta – skakali, rzucali się i tak dalej. Prawie wskoczyłem wtedy na stolik. Uważam, że ten komiks jest absolutnie genialny. To niesamowita historia z niezwykłymi bohaterami. No, może nie są aż tacy „bohaterscy”. Moim zdaniem to dranie, twarde sztuki.
Z drugiej strony, film ma też w sobie dużą dozę realizmu. W jaki sposób udało ci się zachować równowagę między „graniem człowieka” i „graniem herosa”?
Rzeczywiście, to bardzo trudne zadanie. Myślę, że ludzie zbyt często mają pobłażliwy stosunek do filmów akcji i uważają, że granie w nich nie wymaga umiejętności aktorskich. Tymczasem granie w filmie akcji, zwłaszcza takim jak 300, wiąże się też z innym, archaicznym sposobem mówienia. Fabuła jest skomplikowana, trzeba pokazać te wszystkie działania, plany i wartości bohaterów, które mogą być trudne do zrozumienia dla widza. A wszystko to w całkowicie innej rzeczywistości. Z jednej strony, grasz kogoś wielkiego i potężnego, charyzmatycznego bohatera. Z drugiej, musisz być prawdziwym człowiekiem. Inaczej ta historia będzie martwa jak zbroja Leonidasa. Widzowie nie będą się identyfikować z bohaterami ani przejmować się ich losem. Trzeba otworzyć swoje serce przed widzami. Ale w 300 robimy to, paradoksalnie, nie dając widzom do tego serca wejść. To było dla mnie ciekawe doświadczenie. Chciałem pokazać arogancję i wiarę we własne siły Leonidasa, prawie poczucie wszechmocy. Tę niesamowitą moc i intensywność jego postaci. Ale jednocześnie chciałem pokazać jego człowieczeństwo, współczucie, emocje. Chciałem pokazać, czym było dla niego jego własne życie, jego rodzina i losy narodu.
Wspomniałeś o zbroi, którą nosiłeś w tym filmie. Czy uważasz, że szata zdobi człowieka?
Moim zdaniem, w pewien sposób, szata zasłania człowieka. Ale też w pewien sposób go stwarza. Kiedy o tym myślę, przypominam sobie ten moment, kiedy pierwszy raz założyliśmy kostiumy i pomyślałem sobie: „Cholera, co się tu dzieje?!”. To było trochę straszne, ale też zabawne: popatrzyliśmy jeden na drugiego i zaczęliśmy się śmiać. Czasem jest tak, że...