search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin
Nagrody
tape

Cannes

1 nominacja


Grindhouse: Death Proof (2007)

Recenzja "Nuda nudę nudą pogania"

poniedziałek, 24 września 2007 12:15
Ocena Recenzenta:
Średnia ocena:
Ocena 3/5
Oceń recenzję:
Spodziewałam się czegoś więcej po twórcy takiego majstersztyku jak KILL BILL, który smakuje się poszczególnymi kadrami – niczym eleganckie wino drobnymi łyczkami. Idąc torem tego porównania – „Grindhouse” nazwałabym winem marki „bełt”, które chleje się w krzakach i nie czuje smaku… Wspomniany „Kill Bill” łączy poezję (nie przesadzam!) obrazu z wyśmienitą, zróżnicowaną klimatycznie, zaskakującą… muzyką. Tyle epitetów, ale żaden nie jest pozbawiony sensu… Melodyjny, romantyczny Zamfir, wyrazista Meiko Kaji, poruszający Morricone, nostalgiczny Johnny Cash, energetyczny Chingon… Sporo by tu jeszcze wymieniać, mieszają się rytmy amerykańskie, japońskie, meksykańskie, włoskie i in., a wszystkie nie pozwalają przejść obojętnie, nie wsłuchać się, nie wzruszyć, nie dostać gęsiej skórki… „Grindhouse…” pozostaje d a l e k o w tyle. Tu czasem coś ciekawego „wpadnie” w ucho, ale z rzadka. Najczęściej jednak i w ilości przyprawiającej o mdłości bombardują nasze uszy przekleństwa i miałkie, bezpłciowe teksty o niczym. A gęsią skórkę można dostać z przerażenia, że w dzisiejszych czasach filmy nie trwają krócej niż dwie godziny! Bezpłciowe paplaniny, choć płeć ich autorów jest wyraźnie określona. Nie powiem, że są to kobiety, bo na to nie zasługują – raczej zblazowane młodociane, których treścią życia jest zaliczanie facetów, kolejnych butelek alkoholu i porcji narkotyku. Głupawe panienki na wiecznym kacu, przekonane, że wszystko im się należy, a życie to dzień po dniu niekończąca się zabawa. Nie chce się patrzeć na ich skacowane, wyzywające się nawzajem twarze. Jedynym męskim akcentem jest Kurt Russell, który najpierw dość skutecznie (a później już nie) próbuje im uzmysłowić, że życie to jednak nie wspaniała impreza – a przynajmniej nie dla nich. I to jest najlepszy i jedyny interesujący akcent tego filmu. Szkoda, że tak rzadko pokazuje się na ekranie. Pojawia się wraz z mrożącą krew brutalnością, zaskakującą falą poczucia humoru i przemocy, która jak tsunami ogarnia sobą wszystko, co napotka na swojej drodze i miażdży (dosłownie…) wszystkich mających pecha znaleźć się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Przez moment karmi zgłodniałych widzów wywołanymi emocjami (śmiechu, podniecenia, przerażenia również), po czym znika zanurzając nas w bezkształtnym bagnie „nicniedziania” się wraz z jego bohaterkami. Widz jest zmaltretowany do tego stopnia, że ma ochotę przewinąć taśmę (moje kondolencje dla kinomanów!). Nuda nudą nudę pogania! Szkoda, powtarzam SZKODA, że twórca prześmiesznych, błyskotliwych, pozytywnie zakręconych i na swój oryginalny sposób sensownych gadek rodem z „Pulp Fiction”, czy „Jackie Brown” nie zaszczepił ich w tej produkcji. Tarantino co się z tobą dzieje! Chłopie weź się w garść – chce się krzyczeć. Dialogi z „Grindhouse…” pozbawione są humoru, wszelkiego smaku, po krótkim czasie stają się przewidywalne, monotematyczne, torturujące widza kilkoma oklepanymi wulgaryzmami, pomiędzy którymi też nie ma żadnej treści. „Grindhouse…” można by przerobić i uzyskać fajną, prostą rozrywkę. Russell ze swoją skancerowaną twarzą jest czarujący, a z talentem aktorskim wręcz elektryzuje. Zresztą niektóre dziewczyny też są niczego sobie – oryginalne rysy twarzy, zmysłowa mimika, wygląd nie pozbawiony wad i cech charakterystycznych, co powoduje, że patrzy się z zainteresowaniem (np. nieregularna twarz i pełne kształty Vanessy Ferlito jako Arlene), a kiedy trzeba potrafią zachować się dość emocjonalnie. Niestety nawalił główny twórca wątpliwego dzieła, autor scenariusza… a więc ten po kim spodziewano się najwięcej – Tarantino. Zdolnej obsadzie włożył do ust fatalne dialogi i przez większość czasu pozostawił ją z nimi z nakazem „nicnierobienia”. Nie mogło wyjść nic innego jak piękna klapa z ewentualnymi przebłyskami, jak ryba niewyraźnie podrygująca na piasku bez szans na świetlaną przyszłość. Jest tu kilka scenek (2 może 3), kiedy Russell śmieje się prosto do kamery – tak jakby do nas, do widzów. Robi to wrażenie oderwania filmu od filmu, połączenia go z rzeczywistością, przenikanie dwóch światów (tego wewnątrz ekranu i spoza) – wrażenie komunikowania się z widzem. Tarantino jest artystą, jego sposób przekazu nie jest jednolity, ale bogaty w zróżnicowane technicznie rozwiązania (gra kolorystyką – od czarno-białej po intensywne barwy, animacje – np. „Kill Bill”, rozcinanie i składanie obrazu z większych bądź mniejszych kawałeczków. Stara się dotrzeć do odbiorcy różnymi, często pokrętnymi drogami, co ja bardzo sobie cenię i tu też dostrzegam (śmiejący się do nas Russell, który jakby „otrzepał się” z filmowej fikcji i zwrócił do widza…; manipulowanie barwą przedstawionego świata), ale… nużące sceny z mdłymi dziewczynami zniweczyły wszystko. Muszę jednak o czymś napisać… Kilka dni wcześniej widziałam film, którym byłam zachwycona, wręcz oczarowana – tak bardzo mi się spodobał, że wszystkim chciałam go polecić, lecz… myślałam o nim chyba przez godzinę, dwie, a nazajutrz rozmył się w mojej pamięci. Natomiast „Grindhouse…” niczym natrętna mucha „przylepił się” do mnie i od kilku dni prześladuje mnie w myślach. Może to przez sposób pokazywania postaci przez Tarantino, jego prowadzenie kamery, zbliżenia, detale twarzy, ciągle widzę seksowne spojrzenie Arlene, porysowany policzek Kurta… Może przez wściekłość na Tarantino, że tak rozczarował. A może jednak coś w tym filmie jest… I może… warto się przekonać?
Marta Surowiecka

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [0]
~tommy [2010-12-13 21:13]

Ten film daje pozytywnego kopa
Nie jest może to kino klasy A, ale przynajmniej nie sili się na coś ambitnego i bardzo dobrze. Brawurowa rola Kurta Russella, najlepsza obok "Ucieczki z NY" i "Coś" Carpentera. Muzyka także pozytywnie nastrajająca - smakowita przystawka filmowa.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~nianiek [2010-06-27 18:15]

super
Film znakomity. Świetnie dobrane dialogi. Tak rozmawiają laski, kiedy są we własnym gronie. Nieprawda, że dialogi są kiepskie w I części. One są takie celowo. Rozmawiają laski z "amerykańskie wiochy" i takie też są dialogi. Brawo Quentin!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Radzio [2008-03-26 00:01]

49 minuta
jak ktoś lubi Tarantino

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~lejdi [2007-10-02 23:01]

paranoja ludzie!!!!!!!!
genialny!! kto mowi ze film jest slaby to przepraszam bardzo ale to dziobak i bezguscie filmowe. co moze widzieliscie "wielcy znawcy" ostatnio lepsze filmy??

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~femiflower [2007-08-13 01:17]

Grunt to właściwe nastawienie
Moim zdaniem to film dla osób,które cenią właśnie tego reżysera z wcześniejszych filmów i po prostu trzeba docenić oryginalność i pomysł na film. Może nie specjalnie sie bawiłem na nim ale polecam dla maniaków :D

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~kp [2007-08-12 14:14]

the best
Cały Tarrantino - nic dodać nic ująć... Jest najlepszy!!!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~err0ret0ric [2007-08-06 11:34]

Panie Tarantino, dałeś ciała..
Film bardzo słaby, niespójny i kiczowaty.. niestety 2-3 mocniejsze akcje nie są w stanie uratować tego filmu.. z dialogów wieje nudą i często po prostu brakiem poczucia humoru .. Tarantino przyzwyczaił mnie do siarczystych kwesti ale.. no tu ciągłe przeklinanie bez sensu i polotu i wyczucia sytuacji tylko pogrąża film.. podsumowując: pomysł może i niezły był, Tatantino go zepsuł.. Zawiodłem się.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ashantii [2007-07-24 11:19]

:)
bylam i widzialam...poczatek troszke mnie nudzil ale wyszlam ze lzami w oczach...oczywiscie ze smiechu...koncowka jest najlepsza polecam

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~sdgsgzxdv [2007-08-01 02:20]

usmialem sie
tarantino mozna lubic lub nie ale jezeli ktos pisze ze dialogi w tym filmie sa na zenujacym poziomie to nie chce miec z taka osoba nigdy nic do czynienia...

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Triple X [2007-07-30 11:28]

Klasa
Wlasnie zabralem moja zone, ktora nie jest wielbicielka tworczosci QT tak jak ja. Jej opinia byla miazdzaca: FILM JEST REWELACYJNY. Wiecej slow juz chyba nie potrzeba. Goraco polecam!!! PS. Dodatkowo + dla tlumacza, gdyz dorzucil czasami cos od siebie, ale w stylu QT co nadaje filmowi dodatkowego smaczku:)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~ [2007-07-26 09:28]

Polecam polecam polecam
Wczoraj oglądalem ten film. Zajefajne zwroty akcji, dobre teksty i fajne wstawki z innych filnmów Quentina. POLECAM!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~blablas [2007-07-25 23:21]

bardzo przeciętny
dialogi mają żenujący poziom i ogólnie wieje nudą przerywaną scenami pościgów, które są całkiem niezłe poza tym muzyka i sposób kręcenia jak najbardziej interesujące

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Pyku [2007-07-25 22:42]

Warto...
A mi się film bardzo, ale to bardzo podobał! Warto obejrzeć i nie sugerujcie się negatywnymi komentarzami tutaj... Jeden z najlepszych filmów Tarantino.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~Zorro [2007-07-24 17:25]

Słaby film
Prostackie amerykańskie dziewoje, palą, piją, klną na umór, mlaskają przy jedzeniu. Ubrane jak... szkoda mówić. Fotografowane rosyjską, amatorską kamerą z 1968roku. Muzyka z epoki Gierka. Tylko ostatnie 10min godne uwagi. I TO ma być sztuka? Dla kogo? Ludzi wychowanych w lesie?

odpowiedz

pokaż 7 ukrytych odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~Jacori [2007-07-24 22:23]

Grindhouse: Death Proof
Widziałem bardzo słaby film .

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Robert [2007-07-24 20:53]

Grindhouse: Death Proof
Jak można się było spodziewać REWELACJA !!! - klimat max., zdjęcia SUPER - DIALOGI to mistrzostwo świata. JEDEN Z NAJLEPSZYCH FILMÓW TARANTINO - teraz czekam na RODRIGEZA i liczę że wydanie DVD będzie zawierało dwa filmy z przerywnikami, tak jak w kinach w USA czyli dokładny Grindhouse.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~abenador [2007-07-22 20:26]

gringhouse, vol1 - to horror dla normalnego człowieka
Byłem, widziałem. Uważam, że Quentin Tarantino być może ma trochę talentu, by bawić się konwencjami różnych flmów, ale na Boga !!!! Trzeba wykrzesać czasami z siebie coś oryginalnego, a nie miksować różne sposoby sztuki filmowej epatując przy tym widza brutalnością i wulgaryzmami. Tego Quentin Tarantino nie umie i chyba nie zrozumie. Najbardziej przerażała mnie widownia reagująca śmiechem, gdy na ekranie bohaterowie okładali się pięściami, albo strzelali do siebie. Ilość wulgaryzmów, brutalności (rzekomo tak zabawnej, że widownia śmiała sie do łez) - jest porażająca. Cóż śmiesznego jest w scenie, gdy motocyklista uderza plecami w drewanianą reklamę - wytłumaczcie mi proszę, bo ja tego zaprawdę nie rozumiem. Nie doszukałem się w tym filmie żadnej metafory, żadnej alegorii do innych amerykańskich filmów, by tym tłumaczyć poziom brutalności tego filmu. Zgroza, zgroza, zgroza. Film w skali od 0 do 10 otrzymuje ode mnie 0 (zero) punktów. Straciłem na bilety i zepsułem sobie humor na resztę dnia.

odpowiedz

pokaż 3 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~Dr Greenthumb [2007-07-11 12:30]

Planet Terror fajniejszy
Death Proof do polowy jest fajny pozniej konczy sie akcja i zaczyna gadanie i to babskie na dodatek moment przelomowy jak nie usniecie to obejrzycie do konca jak usniecie nic nie przegapicie. Obodzcie sie na sam koniec tam jest akcja. Pozdrawiam

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi