Mająca włoskie korzenie aktora Rose McGowan opowiada o współpracy z Robertem Rodriguezem nad filmem "Planet Terror" i o tym jak to jest grać charakter zawadiaki z… karabinem maszynowym zamiast nogi...
- Jak czujesz się w tym cudownym hołdzie złożonym mitowi femme fatal?
Dzięki, że o to pytasz, ja też uważam, że jest to wspaniały hołd złożony mitowi femme fatal. Mogłaby być nawet bohaterka filmu noir, no może z wyjątkiem tego postmodernistycznego elementu - nogi z karabinem maszynowym. Uważam, że to hołd złożony wielu kobietom: silnym słabym, radosnym. Jest uosobieniem wielu kobiet. To fantastyczne.
- Czy ciężko było Ci zrozumieć jej emocjonalną podróż?
Nie było to trudne, nawet podobnie trochę do mojej. Nigdy nie miałam nogi-karabinu maszynowego i jeszcze nie uratowałam świata. Ale nigdy nie wiesz, co się spotka. Ale ta druga cześć- emocjonalna, bez problemu. Nie było mi ciężko to rozpracować. To było wspaniałe moc to zagrać.
- A co z Robertem, co wniosłaś do jego świata? Wdzięk?
Nie. Poznałam go kilka lat temu, rozmawialiśmy o filmach. Zapytałam go wtedy, czemu dziewczyna nie może zagrać roli dla faceta. Dało mu to do myślenia. I tak powstała Cherry. To nie był jeszcze cały scenariusz, ale ona naprawdę była facetem.
- To fantastyczne, ponieważ to jest niezwykłe-kobieta jako bohater.
Kiedy zazwyczaj widzisz kobietę bohatera, to jest postać z gry komputerowej przeniesiona na ekran. Widzisz ja biegającą i strzelającą dookoła. Cherry jest na zupełnie innym poziomi. To taka miękka wersja mężczyzny bohatera, który ratuje świat, nie kobiety.
- Jak pracowało się z Robertem?
Praca z Robertem jest bardzo intensywna, bardzo szybka. Trzeba starać się nie namieszać. Naprawdę...