Zacznijmy od najważniejszego. Oczekiwania w stosunku do filmu "Nostalgia anioła" były ogromne. Trudno się dziwić. Jeśli za kamerą staje reżyser "Władcy Pierścieni", Peter Jackson, a przed kamerą gwiazdy takie jak Susan Sarandon, Saoirse Ronan ("Pokuta"), Mark Wahlberg, Rachel Weisz czy Stanley Tucci należy się spodziewać arcydzieła. Apetyt zaostrzył dodatkowo fakt, iż "Nostalgia anioła" jest oparty na bestsellerowej powieści Alice Sebold "The Lovely Bones", którą New Yorker określił mianem "zadziwiającego osiągnięcia pisarskiego". Krytycy omawiając "Nostalgię anioła" wracają do jednego wątku, mianowicie zarzucają Jacksonowi, że mając zbyt duży budżet, przepraszam za kolokwializm ‘przekombinował’ film...
Podjęcie się adaptacji nietuzinkowej "Nostalgii anioła" okazało się dla Petera Jacksona cokolwiek karkołomne. Wyraźnie przytłoczony i rozleniwiony możliwościami wielomilionowych budżetów, autor "Władcy Pierścieni" i "King Konga" zapomniał jak opowiadać bez użycia komputerowych czarów. Dlatego też ambicje oryginalnej "Nostalgii anioła" autorstwa Alice Sebold skutecznie przytłacza kolorowa tandeta uniwersalizująca i spłycająca wszelkie zawarte w niej treści. Ulegając niedostatecznemu rozwinięciu poszczególnych wątków, film opowiada o wszystkim i niczym: jest tu próba nakreślenia portretu seryjnego mordercy, baśń o dziewczynce godzącej się z własną śmiercią, niespełniony kryminał, w którym bezsilność przeplata się z obsesją, a wreszcie populistyczne dywagacje o wpływie pojedynczego żywota na te z najbliższego otoczenia.