Średnia ocena:
Oceń recenzję:
J.J. Abrams, okrzyknięty filmowym królem Midasem, po raz kolejny udowodnił, że nawet tak wyeksploatowany temat jakim jest „Star Trek”, gdy tylko wpadnie w jego ręce, staje się kurą znoszącą złote jaja.
Twórca takich hitowych seriali jak: „Lost: Zagubieni”, „Agentka o stu twarzach”, „Fringe”, a także filmów: „Projekt: Monster” czy „Mission Impossible 3” udowodnił, że każdy jego projekt okazuje się sukcesem. Gdy zgodził się na wyreżyserowanie kolejnego „Star Treka” początkowo pojawiły się obawy. Czy opłaca się wskrzeszać umierającą serię, która po finansowej porażce poprzedniego filmu „Star Trek: Nemesis” na wiele lat skutecznie zniechęciła wytwórnię do myślenia o kontynuacji? Czy wizja śmiałego reżysera nie zdenerwuje fanów serii, czy nie będą się oni dopatrywać sprzeczności, zmian, z którymi będzie im się ciężko pogodzić? Obawy okazały się na szczęście bezpodstawne.
Jedenasty „Star Trek” opowiada historię dziewiczej podróży młodej załogi na pokładzie statku kosmicznego U.S.S. Enterprise. Losy galaktyki znajdują się w rękach zaciekłych rywali - Jamesa Kirka (Chris Pine), szukającego dreszczu emocji chłopaka z Iowa oraz wychowanego w społeczeństwie odrzucającym wszelkie emocje Spocka (Zachary Quinto). Odmłodzona załoga musi stawić czoło romulańskiemu przeciwnikowi Nero, który po przeniesieniu się w czasie postanowił zemścić się na, z pozoru nieczułym, Spocku.
Fabuła jest wciągająca i stanowi tzw. prequel pierwszego serialu „Star Trek” z 1966 roku. Nowemu filmowi bliżej jednak do „Star Wars” niż do klasycznych odcinków serialu nie tylko za sprawą świetnych efektów specjalnych, które po raz pierwszy w takiej ilości pojawiły się w „Star Treku”, ale także za sprawą dynamiki, której często brakowało w odcinkach.
Młodość głównych bohaterów, ich motywacje i wybory, które zaważą o przyszłości i karierze na statku Enterprise, zostały sensownie ukazane. Cieszy obecność na ekranie „starszej wersji” Spocka, którego zagrał weteran „Star Treka”, Leonard Nimoy. Zabieg ten sprawił, że nowy film jest pomostem pomiędzy…
Bartosz Listewnik