Iza Miko, choć sama jest aktorką, dotychczas znana była tylko jako dziewczyna Maćka Zakościelnego. Niedługo to się zmieni, bo i ją zobaczymy na ekranie. Piękną aktorkę spotkaliśmy niedawno na planie nowej komedii tanecznej "Kochaj i tańcz", która wejdzie na ekrany kin już na jesieni. Skorzystaliśmy z okazji i porozmawialiśmy z nią o tańcu, pracy i oczywiście o miłości...
Posłuchaj wywiadu w formacie mp3
Ostatnio taniec to nasz nowy sport narodowy. Jak się czujesz na parkiecie?
Wspaniale i bardzo cieszę się z tego, że cała Polska jest zarażona tańcem, bo taniec zawsze był moją życiową pasją. To zdrowy nałóg i świetnie się w nim odnajduję. Taniec to mój żywioł i na parkiecie czuję się sobą. W "Kochaj i tańcz" mam parę naprawdę ciekawych scen tanecznych, choć nie tak dużo jak Mateusz Damięcki.
Kogo grasz w tym filmie?
Młodą dziennikarkę, która musi napisać artykuł o prestiżowym konkursie tańca "European Dance Show". Niespodziewanie dowiaduje się, że sławny choreograf, który przylatuje do Polski, żeby uczyć tancerzy jest jej ojcem. Zamiast od razu mu o tym powiedzieć, obserwuje go w pracy. Ma do niego żal, próbuje zaleczyć swój ból i dowiedzieć się kim on jest. Żeby go lepiej poznać próbuje sama tańczyć. Podczas konkursu poznaje chłopaka, którego gra Mateusz Damięcki, między nimi rodzi się wielka miłość. Na razie jesteśmy na etapie, kiedy moja bohaterka obserwuje wszystko z boku. Później zacznie tańczyć - odkryje w sobie nieznaną sferę.
Czy będzie to polskie "Dirty dancing"?
Myślę, że nasz film będzie inny, głębszy. To opowieść nie tylko o miłości i tańcu. Cała historia jest pięknie rozbudowana, pojawia się wiele ciekawych wątków. Na przykład pokazane są relacje mojej bohaterki z ojcem, którego wcześniej nie znała. Pojawiają się dylematy, stawiane jest wiele pytań.
To twoje pierwsze spotkanie z Mateuszem Damięckim?
Przelotnie spotkaliśmy się już dwa lata temu na festiwalu filmowym w Los Angeles, ale dopiero teraz spotkaliśmy się w pracy. Muszę powiedzieć, że pracuje nam się świetnie, choć on nie jest zawodowym tancerzem. Jest niesamowicie ambitny, pracowity i zdolny. Przez dwa miesiące ciężko pracował nad rola, ćwiczył układy tanecznych i zaraża wszystkich swoją pasją. Świetnie sobie radzi w tańcu i jestem z niego dumna. To bardzo ekscytujące spotkanie.
Słyszałem, że w twoim przypadku jest zupełnie odwrotnie. Po kilku latach spędzonych w szkole baletowej, choreograf Jarosław Staniek musiał cię oduczać tańca, żeby wszystko wyglądało naturalnie.
To prawda. Moja bohaterka na parkiecie stawia pierwsze kroki i wszystko musi wyglądać naturalnie, jak u debiutantki. A ja po tylu latach spędzonych w szkole baletowej w sposób naturalny chciałam obciągać palce, stopy i wykańczać ruch. Osoba, która wcześniej nie tańczyła nie wie jak to zrobić.