


Spotkanie w Palermo to najnowszy film Wima Wendersa (Niebo nad Berlinem, Lisbon Story, Buenavista Social Club), w którym razem z bohaterem – fotografem, poznajemy niezwykłe miasto w rytm fantastycznej muzyki Nicka Cave’a, Lou Reeda, Toma Waitsa, Portishead, Beirut i wielu innych.


Należy się bowiem pogodzić z nieuchronnością śmierci, bo lęk przed nią to w istocie lęk przed życiem, jak poucza widmowy Frank. Życie nieautentyczne zostaje zastąpione życiem prawdziwym, czyli wspólnotą z drugim człowiekiem, śmiałym przełamaniem barier. Brzmi to wszystko jak rockowa piosenka, nie najlepsza zresztą, raczej banalna.
Gdy na końcu „Spotkania w Palermo” pojawiła się podwójna dedykacja dla zmarłych w 2007 roku Bergmanowi i Antonioniemu, nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. W filmie bronią się wysmakowane zdjęcia oraz kilka znanych utworów takich zespołów jak Portishead czy Beirut. Ale jeśli miałbym polecać film Wima Wendersa dla kilku ładnych obrazków i piosenek, to chyba sam reżyser, skądinąd już zasłużony klasyk, by się obraził.
Film wieńczy dedykacja dla „dwóch twórców, którzy zmarli tego samego dnia – Ingmara Bergmana i Michelangelo Antonioniego”. Najwyraźniej zainspirowany tą zbieżnością dat, Wim Wenders postanowił wziąć przykład z Opatrzności i połączyć doczesną twórczość obu panów. Nakręcił coś, co w zamierzeniu miało być zapewne melanżem „Powiększenia” z „Siódmą pieczęcią”. Rozważania Wendersa o żarłoczności i ułudzie obrazów czy cynizmie światka szołbiznesowego są „drugiej świeżości”, nie tylko w stosunku do „Powiększenia”, ale także to poprzednich filmów niemieckiego reżysera(…).

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!



Osoby, którym podobał się film "Spotkanie w Palermo", wysoko oceniły także:

