search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin
Nagrody
tape

Orły

2 nagrody

5 nominacji

Złote Lwy - Gdynia

1 nagroda

1 nominacja

Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego

2 nominacje

Złote Kaczki

1 nagroda


WYWIADY:

Borys Szyc: Tydzień na zmianę osobowości


Borys Szyc urodził się 4 września 1978 roku w Łodzi. Jest absolwentem warszawskiej Akademii Teatralnej. Po studiach związał się z Teatrem Współczesnym. W kinie dobrze przyjęto jego role w „Symetrii”, Vincim i Pręgach, jednak prawdziwą popularność zdobył dzięki roli Kruszona w Oficerze, serialu TVP. Rewelacyjny był w komediach: Testosteron i Lejdis, oraz niedawno w Wojnie polsko-ruskiej pod flagą białoczerwoną.

Łukasz Maciejewski: „Aktorstwo jest zawodem wymyślonym dla mnie”. Kto to powiedział?
Borys Szyc: Skoro pytasz, to pewnie ja... (śmiech).

ŁM: Twoja wypowiedź z wywiadu, którego udzieliłeś mi pięć lat temu.
BSz: W Krakowie.
ŁM: Dobrze to wspominam. Pierwsze dni zdjęciowe „Vinciego” Machulskiego: byłeś wtedy aktorem rozpoznawalnym, ale niezbyt jeszcze znanym. Płynęliśmy we trójkę – razem z Kamillą Baar – stateczkiem po Wiśle, z widokiem na Wawel, i rozmawialiśmy o planach, o waszych i moich marzeniach. To był chyba jeden z pierwszych dużych wywiadów, jakiego udzieliłeś.
BSz: Zdecydowanie pierwszy.
ŁM: Pięć lat minęło jak jeden dzień. Dorobiłeś się sławy, i – jak widzę – bicepsów.
BSz: Przede wszystkim mam córkę.
ŁM: Ale dalej jest fajnie?
BSz: No pewnie. Imperatyw pozostał. Poza tym robię to, co mnie cieszy. Trudno o lepszy scenariusz.
ŁM: Od początku, od pierwszych ról i tak zwanych występów publicznych, odbiegałeś od przyjętego wzorca. Mniej kłamałeś od kolegów. Mówiłeś na przykład głośno: „jestem najlepszy”, zamiast wyznawać skromnie, że musisz się jeszcze sporo nauczyć.
BSz: Ciągle staram się nie kłamać. Ale od tego czasu trochę się uspokoiłem. Nie jestem już taki butny. Sądzę zresztą, że te moje bezczelne deklaracje sprzed kilku lat wynikały w gruncie rzeczy z niepewności. Mówiąc, że jestem wspaniały, asekurowa- łem się przed paraliżującym strachem, że jest inaczej.
ŁM: Taka postawa tłumaczy trochę, dlaczego jest ciebie w kinie (i w mediach) tak dużo. Czasami wydaje się, że za dużo, ale tym, którzy uważają, że nie przebierasz w propozycjach, polecam lekturę filmografii Szyca. Lista tytułów, w których zagrałeś, naprawdę układa się w sensowną całość. Kompletnie różne role, style, reżyserzy. Strategia czy przypadek?
BSz: 50 na 50 procent. Staram się różnicować role, nie wszystkie propozycje przyjmuję, ale w zeszłym roku dostałem tyle ciekawych scenariuszy do czytania, że w zasadzie nie było się nad czym zastanawiać. Większość ról zagrał em nie z zachłanności, tylko w nadziei na fantastyczne spotkanie. Dzięki temu pojawi- łem się w nowych filmach Zanussiego, Wójcika, Pawicy i Szody, Morgensterna, Żuławskiego i Falka. Inne osobowości, odmienne konwencje, metryka i estetyka. Grzechem byłoby z tego zrezygnować.
ŁM: Mówimy o sześciu filmach, kręconych w zasadzie jeden po drugim, w tym o czterech głównych rolach. Do tego dochodzi jeszcze praca w teatrze. Nie przeginasz?
BSz: Być może trochę przegiąłem, trochę się wypompowałem. Momentem, w którym zrozumiał em, że jednak muszę zwolnić, była świadomość, że przestaje mi się chcieć. Jestem na tyle zmęczony, że tracę motywację do pracy. Po prostu nie mam więcej siły.
ŁM: No i, jak widzę, w te pędy poszedłeś na siłownię (śmiech).
BSz: Nie, klata to ocalałe resztki z treningów do „Wojny polsko-ruskiej”. Niestety, trochę się zaniedbałem. Bo los, że tak powiem, w odpowiednim momencie przyszedł mi z pomocą. Po hardkorowym 2008 roku, w 2009 nie miałem zbyt wielu propozycji, w związku z tym mogłem w końcu pojeździć po świecie, wydać trochę kasy, a nie tylko ją kumulować.
ŁM: Gdzie byłeś?
BSz: Na Karaibach, we Włoszech, Grecji, Anglii… W końcu pojechałem na narty. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów miałem w tym roku normalnego sylwestra, bo dotychczas 31 grudnia zawsze występowałem w teatrze. W międzyczasie w różnych miejscach w Europie kręciliśmy z Wojtkiem Wójcikiem przyjemny film („Randka w ciemno” – przyp. ¸M). Wyliczyłem, że w maju tego roku leciałem samolotem 26 razy. Znowu naładował em baterie.
ŁM: Raczej rozładowałeś. 26 razy samolotem! Chyba bym umarł.
BSz: Nie, mnie to kręci. Oczywiście, jestem stąd, z Polski, ale nikt nie wydusi ode mnie płomiennych, politycznie poprawnych, patriotycznych laurek. Przede wszystkim czuję się obywatelem świata. Jestem kosmopolitą. Nie przywiązuję się do miejsca – mój świat to ludzie, którzy w danym momencie życia motywują mnie, fascynują albo kochają.
ŁM: Aktorowi filmowemu w ogóle chyba ciężko przywiązywać się do jednego miejsca.
BSz: To niemożliwe.
ŁM: „Enena” Feliksa Falka kręciliście we Wrocławiu.
BSz: Tak, jednak podejrzewam, że niektórzy widzowie będą zaskoczeni. W filmie nie zobaczymy ślicznego Wrocławia z pocztówki, tylko miasto zgnębione wielką, tragiczną w skutkach powodzią z 1997 roku. Autor zdjęć, Arek Tomiak, znakomicie moim zdaniem wygrał operatorsko wszystkie odcienie szarości i smutku tamtego okresu. Powódź nadaje filmowi klimat. Widzimy Wrocław zalany deszczem, mokry, z walającymi się workami z piaskiem leżącymi pokotem na ulicach, z ludźmi w kaloszach. Spleen.
ŁM: Z telewizyjnych relacji z 1997 roku pamiętam na przykład Marię Wiernikowską stojącą po pas w wodzie, albo Gucwińskich rozpaczających nad zagładą dzieła ich życia – Ogrodu Zoologicznego…
BSz: Wszyscy to oglądaliśmy. W filmie wykorzystane zostały również archiwalne zdjęcia, wśród których znalazła się także malownicza scena oparta na prawdziwym zdarzeniu, kiedy podczas powodzi ewakuowany został cały szpital psychiatryczny. To robi wrażenie. ściana wody, smród i wilgoć, wariatkowo, zdezorientowani lekarze…
ŁM: Powódź we Wrocławiu jest w filmie Falka tłem dla osobliwego, psychologicznego thrillera. W „Enenie” grasz zafascynowanego swoim pacjentem psychiatrę – Konstantego Grota. Niezła wolta po Silnym w „Wojnie polsko-ruskiej”.
BSz: Miałem dokładnie tydzień na zmianę osobowości. Na wyplucie z siebie „dresa” i wejście w rolę intelektualisty.