Łukasz Szulc
Najnowszy film von Triera "Antychryst" pod każdym względem jest obrazem niezwykłym. Zawiera wszystkie elementy klasycznego horroru, daleko wykracza jednak poza jego schematyzm, wprowadzając filozoficzne rozważania na temat zła, drzemiącego w naturze i każdym człowieku.
Łukasz Knap, magazyn filmowy Movie
Gdyby autor słynnego awangardowego manifestu „Dogma 95” zdecydował się na opowiedzenie swojej historii na sposób poetycki i baśniowy, „Antychryst” obroniłby się jako deklaracja swobody twórczej, którą najlepiej przedstawiają fantastyczne zdjęcia Anthony’ego Doda Mantle’a. Niestety „Antychryst” to nie tylko potworna bajka – to także historia spełniająca rygory filmowego realizmu, co sprawia, że nieustannie balansuje na krawędzi kiczu. Oglądając film w kinie, czułem się, jakbym podglądał czyjąś terapię. Początek jest ekscytujący, później trwająca 100 minut sesja okazuje się po prostu nieznośnie nudna.