search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin
Nagrody
tape

Złote Maliny

2 nagrody

3 nominacje


Wszystko o Stevenie (2009)

Recenzja "Nie ma mocnych"

wtorek, 30 marca 2010 09:24 | dodane przez PiotrPlucinski
Ocena Recenzenta:
Średnia ocena:
Ocena 33/5
Oceń recenzję:
Powrót Sandry Bullock do komedii romantycznej jest równie zatrważający, co jej przemowa podczas tegorocznej ceremonii wręczania Złotych Malin. Aktorka pojawiła się na scenie z trzystoma kopiami filmu i poprosiła zgromadzonych na sali uczestników o ponowne jego obejrzenie. Jeśli publiczność zmieni zdanie odnośnie jej roli, Bullock za rok... postawi wszystkim drinka.

Trudno chyba wyobrazić sobie, by jej bohaterka z "Wszystko o Stevenie" mogła w podobnej sytuacji zrobić coś innego. Bullock gra Mary, rozhisteryzowaną ekscentryczkę o umyśle 12-latki, która pod wpływem miłosnego impulsu sprzedaje swojemu pracodawcy przedziwną krzyżówkę. Wszystkie jej hasła dotyczą niejakiego Steve'a, którego Mary poznała zeszłego wieczoru... Dla niej oznacza to koniec kariery szaradzistki w lokalnej gazecie, dla niego - początek prawdziwych kłopotów. Od tego momentu Mary, kierowana bliżej nieuzasadnionym przekonaniem, że to właśnie Steve jest jej życiowym wybrankiem, będzie go prześladować na każdym niemal kroku.

Mary to postać niezwykła - z jednej strony prawdziwy omnibus ze zdolnością encyklopedycznego wręcz porządkowania otaczającego ją świata, z drugiej niedorosła trzpiotka o małym rozumku. Mary ma 40 lat, mieszka z rodzicami, mówi nieskładnie, jest wiecznie rozkojarzona, nie dopuszcza do świadomości tego co niewygodne, a najbardziej ze wszystkiego uwielbia swoje krwisto czerwone kalosze. Gdybyśmy spotkali ją w rzeczywistości, diagnoza byłaby bezlitosna - oto osoba z lekkim upośledzeniem umysłowym. Bullock, oddając się dziarskim harcom i niekontrolowanej histerii, zdaje się tego nie wiedzieć. Dlatego wyśmiewanie jej poczynań jest równie stosowne, co czerpanie radości z epizodu Krzysztofa Kononowicza w niesławnym już "Ciachu".

Pół biedy, gdyby faktycznie było się z czego śmiać. Wtedy autorom tego dyskusyjnego przeboju można by przypisać brak wyczucia, a nam pozostałby przynajmniej jakiś dylemat. Ale nie! Pełnometrażowy debiut Phila Trailla spełnia wszelkie wymogi, by stać się najbardziej nieśmieszną komedią roku: męczy, dręczy i poniewiera do tego stopnia, że towarzyszące całości współczucie (Sandrze, tytułowemu Steve'owi, nam samym) staje się jedynym bodźcem motywującym do pozostania w kinowym fotelu. A to, wbrew pozorom, nie lada wyczyn!

Autor recenzji:

PiotrPlucinski PiotrPlucinski Goniec

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ocena: 0 [0]
Marta Wuu. [2010-10-24 17:11]

Dawno się tak nie uśmiałam :]
BARDZO pogodny, wesoły i zabawny film. Chyba sąsiad z czwartego piętra słyszał mój śmiech ;) Polecam serdecznie!! U mnie 9 pkt!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Łajdak [2010-04-06 11:26]

Szczyt
No właśnie, tak mało komedii kochających i ja zakupiłem cztery bilety i dwa mi w sposób beszczelny wyrwali, a bilety były na Hawaje, no i wyrwali z rąk w biały i słoneczny dzień. To jest szczyt, aby pozostawić mi tylko dwa bilety. Obejrze to dziwadło, no i odniosę się, pomimo, że uwielbiam chadzać po sklepach z narzędziami, a jak do kina to chyba tylko na Piłe 6.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~zuza [2010-03-30 17:54]

słabizna
Dawno tak głupiego filmu nie widziałam, a obejrzałam tylko dla Sandry, i to na szybkim przewijaniu.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
Mała :P [2010-01-20 10:30]

lepiej nie oglądajcie :/
naprawdę nic ciekawego, powiedziałabym nawet, że żenada, mimo Sandry Bullock, która zaangażowali chyba po to żeby uratować to "dzieło" ale im się niestety nie udało.

odpowiedz