PiotrPlucinski
09:24, 30 marca 2010
Pół biedy, gdyby faktycznie było się z czego śmiać. Wtedy autorom tego dyskusyjnego przeboju można by przypisać brak wyczucia, a nam pozostałby przynajmniej jakiś dylemat. Ale nie! Pełnometrażowy debiut Phila Trailla spełnia wszelkie wymogi, by stać się najbardziej nieśmieszną komedią roku: męczy, dręczy i poniewiera.