Agnieszka Holland i Kasia Adamik: Inny Janosik
Sebastian Łupak: Wasz Janosik jest szokująco
nie-Perepeczkowy!
Agnieszka Holland: Nie sądzę, aby ten prawdziwy
Janosik był podobny do Perepeczki.
Nie mamy, co prawda, żadnych litografii
z tamtych czasów, ale nie sądzę, żeby na początku
XVIII wieku żył taki duży mięśniak…
Kasia Adamik: ...bo przecież nie chodziło się
wtedy na siłownię! Ludzie mało jedli, panował
a bieda, ludzie byli mali i żylaści. Nasz Janosik
ma o wiele więcej wspólnego z tym historycznym.
A poza tym miał odpowiadać
współczesnym gustom, być kimś cool w sensie
współczesnym, charyzmatycznym gwiazdorem
wielbionym przez dziewczyny, wyglądać
jak współczesna młodzież. Przecież
gdyby Scorsese robił
Janosika, obsadziłby
Leonardo DiCaprio,
a nie Arnolda Schwarzeneggera,
prawda?
SŁ: I dlatego wybrałyście
panie do tej roli
przystojniaka Václava
Jiráˇcka?
KA: Lubimy na niego
patrzeć. To, że jest
przystojny, nie przeszkadza
( śmiech). To
była skomplikowana
chemia, bo trudno
powiedzieć, dlaczego
ktoś wchodzi do pokoju
podczas castingu i ma
to coś, co przemawia
do mnie. Byłyśmy na
castingu w Warszawie,
Brnie i Pradze. Większość
aktorów to byli
grzeczni, dobrze wychowani chłopcy, sympatyczni,
z dobrych domów. Ale nam potrzebny
był ktoś z drapieżnością, kto może pokazać
kły i jest groźny, a nie tylko sympatyczny
i uśmiechnięty.
AH: Václav ma w sobie niezależność, to aktor,
który mierzy się z życiem, ze swoimi słabościami,
marzeniami, ograniczeniami. Od
razu nam się spodobał. Oczywiście, jest Czechem,
co nie podoba się Słowakom, dla których
Janosik jest bohaterem narodowym. To
tak, jakby w roli Tadeusza Kościuszki obsadzić
Rosjanina! Ale myślę, że Słowacy jakoś
to przeżyją. Jiracek ostro pracował, m.in. nauczył
się dla filmu języka słowackiego.
SŁ: Dlaczego właściwie zdecydowały się panie
na ten film? Po co nowy Janosik?
AH: Gdy w 1998 roku kręciłam na Słowacji
sceny do filmu „Trzeci cud”, tamtejszy producent
opowiedział mi o rzekomo ciekawym
scenariuszu filmu o Janosiku z pytaniem, czy
nie podjęłabym się jego reżyserii. Szczerze
mówiąc, na początku byłam niechętna, mając
w pamięci Perepeczkę i „Na szkle malowane”
[śpiewogra o Janosiku z lat 70. Ernesta
Brylla i Katarzyny Gaertner – przyp. red.].
Miałam w głowie takiego skonwencjonalizowanego
Robin Hooda w słowiańskim wydaniu.
Ale przeczytałam scenariusz Evy Boruŝoviĉcovej. Biło z niego osobiste podejÊcie
do epoki i bohatera. Nawiązywał też do ludowych
ballad słowackich, do których jestem
bardzo przywiązana. Znałam je od dawna, bo
studiowałam w Pradze, nauczyłam się słowackiego,
nauczyłam się tych ballad na pamięć, śledziłam słowacki folklor. Podoba mi
się jego surrealistyczna wyobraźnia, to, że
humor miesza się w nim z mistyką, seksem,
okrucieństwem. To wszystko było w tym scenariuszu.
Powiedziałam o tym Kasi...
AK: A ja jako dziecko byłam wielką fanką serialu
z Perepeczką! Pamiętam, że na podstawie
serialu powstały komiksy i je też zbiera-
łam. Wizja stworzenia swojej wersji Janosika,
potrząśnięcia tym mitem, była bardzo
podniecająca!
SŁ: Czy scenariusz trzeba było przerabiać?
AH: Eva Boruŝoviĉcova kończyła szkołę filmową
w Bratysławie. Scenariusz „Janosika” zacz
ęła jeszcze jako pracę dyplomową. Przeczytał
a wszystkie dokumenty na jego temat,
przekopała się przez archiwa. Pisała z siedem
lat! Scenariusz miał 500 stron! Przyjechała
do mnie do Los Angeles, siedziałam z nią
miesiąc i to przerabiałyśmy. Ona była, oczywiście,
bardzo przywiązana do tekstu, miała
jego jasną wizję, ale zaufała nam. Pewnie pisząc
go, myślała, że kiedyś sama to zrobi, tylko
nie było nikogo, kto by dał jej pieniądze,
a na słowackie warunki to bardzo kosztowny
film. Ale jej wizja była bardzo zapładniająca.
Potem i my miałyśmy kłopoty finansowe, bo
w 2003 roku, po 40 procentach zdjęć, producent
słowacki zbankrutował i zostałyśmy
z tą niedorżniętą kurą. Straciłyśmy wiarę
i było nam bardzo przykro, bo przywiązałyśmy
się do tego projektu. Na szczęście pieniądze
– po pięcioletniej przerwie – się znalazły!