Średnia ocena:
Oceń recenzję:
Pośród czterech weekendowych premier kinowych znalazły się dwie, które szczególne przykuły moją uwagę. Mam na myśli komedię romantyczną „Nowszy model” oraz dramat „Fighting”. Mając pewną obawę, że „Nowszy model” będzie kinem zbyt lekkim i mało wymagającym, skusiłem się na „Fighting”.
Każdy miłośnik dobrego filmu pamięta kultową produkcję Davida Finchera, zatytułowaną „Podziemny krąg”. Ten rewelacyjnie zrealizowany obraz z 1999 roku uważany jest za arcydzieło swojej tematyki. Po obejrzeniu „Fighting” trudno nie pokusić się o próbę porównania tych dwóch pozycji.
O twórcach filmu można niewiele powiedzieć. Reżyserem i scenarzystą jest Dito Montiel, który zrealizował dotychczas tylko jeden film, „Wszyscy twoi święci”, który jako dramat kryminalny był niczego sobie. W głównej roli obsadzono Channinga Tatum, znanego z pierwszej części muzyczno – tanecznego „Step up”, uważanego obecnie za jedno z najgorętszych nazwisk współczesnego świata Hollywood.
Młody Shaw MacArthur (Tatum) przyjeżdża z małego miasteczka do metropolii, jaką jest potężny Nowy Jork. W nowych warunkach szuka szansy na lepsze życie. Imając się różnych zawodów, zaczyna powoli wątpić w nowo obrany kierunek. Pewnego dnia Shaw zostaje napadnięty przez ulicznych rzezimieszków, którym bez problemu daje radę. Bójkę obserwuje Harley Boarden, miejscowy cwaniak i oszust, zajmujący się organizowaniem nielegalnych walk. Shaw, skuszony wielkimi i łatwymi pieniędzmi, przyłącza się do swojego „menadżera”, aby siłą pięści zdobyć to, po co przybył do Nowego Jorku. Kolejne sukcesy zrobią z niego niepokonanego mistrza ringu. Kiedy jednak sprawy zajdą zbyt daleko, będzie musiał zastanowić się na przyszłością i dokonać właściwego wyboru.
„Fighting” w porównaniu do przywołanego przeze mnie kultowego tytułu „Podziemny krąg” wypada bardzo blado. Jesteśmy świadkami kolejnego amerykańskiego snu, od pucybuta do milionera - scenariusz jest prostolinijny i aż nadto przewidywalny. Brak tu jest aktorskiego profesjonalizmu, dialogi są nienaturalne. Na wielkie oklaski nie zasługują również sceny walk, chociaż kilka akcji może się podobać. Wpleciony w całą historię wątek romantyczny burzy i tak średnią fabułę.
„Fighting” to film bez zapierających dech w piersi fajerwerków, który można obejrzeć, jednak trzeba nastawić się na średnie kino.
Łukasz Grudzień