search
repertuar kin
Wpisz nazwę miasta:
Na co do kina w ten weekend?
Repertuar kin

Dobre serce (2009)

Recenzja "Operacja się udała..."

środa, 14 lipca 2010 14:05 | dodane przez PiotrPlucinski
Ocena Recenzenta:
Średnia ocena:
Ocena 1/5
Oceń recenzję:
Dagur Kari jest na niebezpiecznie dobrej drodze do ostatecznego skonwencjonalizowania i zaprawienia zbędną pretensją dumnej przecież idei kina niezależnego. Jego trzeci, po "Noi Albinoi" i "Zakochani widzą słonie", film przybiera pozę wypracowanego w pocie czoła i ograniczonych zasobów własnej skarbonki wyznania, ale na właściwy sukces pracują tu banał i pretekstowość, którym bliżej do sztampowych hollywoodzkich komedii puszczanych latem w telewizji.

Lucas (Paul Dano), młody i bezdomny nieudacznik oraz Jacques (Brian Cox), podstarzały złośliwiec, poznają się w szpitalu. Pierwszy trafia tam po nieudanej próbie samobójczej, drugi w wyniku piątego już zawału. Gdy leżą na sąsiednich łóżkach, metafora staje się aż nadto czytelna - oto złe i dobre serce, jedno musi skonsumować drugie. Opcji jest niewiele - niegodziwy Jacques może przelać swoje pretensje na Lucasa, albo ulec jego zaraźliwej poczciwości. Jest też trzecia możliwość - ta najbardziej oczywista i niedorzeczna, którą odrzucamy tak długo, jak długo pozwala na to nieuchronne, policzkujące inteligencję zakończenie.

Problemem Kariego nie jest jednak przewidywalność, a wszystko co spina motywowana nią klamra. Paradoksalnie, reżyser nie ma serca. Swych bohaterów splata ze sobą, wystawia na próby, poddaje presji, ale ich żywoty świadomie czyni nieważnymi.

Jacques, będąc w obliczu niechybnej śmierci, postanawia uczynić Lucasa swoim spadkobiercą. Przyucza go więc do zawodu barmana, gdzieś w nieprzyjaznych zakamarkach zapuszczonej knajpy. Zasady są proste - nie obsługujemy ludzi z ulicy, nie nawiązujemy znajomości z klientami, nie prowadzimy działalności charytatywnej. Nie, nie, nie... Oczywistym jest, że obecność Lucasa ma te nawyki przełamać. Nauczyć starca żyć na nowo, a samemu chłopakowi pomóc docenić otaczający świat.

I, z czasem, tak się właśnie dzieje. Fabuła nie wyłamuje się z pospolitego schematu zbawiennego współoddziaływania odległych sobie jednostek, przechodząc kolejno przez wrogość, docenienie i akceptację, by na końcu stworzyć w tej relacji niczym nieuzasadnioną wyrwę.

Konfrontacja bezczelnie wdzięcznych, wykluczonych ze społecznej funkcjonalności samotników jest więc zwyczajnie pretekstowa. Jacques i Lucas, niczym marionetki na sznurkach, służyć mają taniej uciesze. Pierwszy jest spektakularnie opryskliwą machiną werbalnej ofensywy, drugi łaskocze swym dobrodusznym wycofaniem. Owszem, Jacques poirytowany taśmą z technikami relaksacyjnymi i Lucas ulegający wszystkim i wszędzie, wywołują uśmiech. Ale skupienie na obranych przez nich postawach napędza z kolei irytację.

Operacja, jeśli tak nazwać anglojęzyczny debiut Islandczyka, się udała: film jest odpowiednio wystylizowany, koncertowo zagrany i miejscami nawet zabawny. Ale czy na pewno użyto właściwych narzędzi? W końcu pacjent zmarł.

Autor recenzji:

PiotrPlucinski PiotrPlucinski Goniec

A TERAZ...

wyslij znajomym  Wyślij znajomym
drukuj  Drukuj

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!